sobota, 27 stycznia 2018

SYBERIA




W świadomości wielu Polaków Syberia kojarzy się z podróżą w jedną stronę –kibitką za cara, albo wagonem bydlęcym za czasów stalinowskich. To prawda, droga od granic Polski, aż do Irkucka jest naznaczona nie jedną mogiłą. Jest to jednak kraj o niepowtarzalnym tajemniczym pięknie i uroku, kraj rozciągający się od Uralu po Ocean Spokojny, liczący około 33 mln. mieszkańców w tym ludność ponad 100 narodowości.


     W środę, 7 lipca 2010 roku -z dworca Warszawa Centralna, o godz. 21:10 wyruszamy w drogę, którą  zamierzamy pokonać pociągiem transsyberyjskim. Przypadkowo jedzie z nami grupa pielgrzymów z ks. Andrzejem Sulewskim z Wołowa, oraz P. Heleną Babicką  z Lidzbarka Warmińskiego - organizatorką pielgrzymki udających się do rodzin byłych zesłańców, którzy mieszkają w okolicach Irkucka.
Podróż do Irkucka pociągiem trwa 5 dób, myliłby się jednak ten, kto by sądził, że to nudne. Nie! To wręcz  niezwykła podróż.
Rano następnego dnia, tj. 8 lipca - jesteśmy już w Mińsku, stolicy Białorusi, tutaj jest dłuższy postój. Wychodzimy, więc zwiedzić najbliższe okolice miasta. Naszą uwagę zwracają bardzo czyste ulice, place, domy. Dworzec  jest położony  w centrum miasta.  Szybko więc trafiamy do najstarszego kościoła w Mińsku - -św. Heleny i Szymona, tu, zachwyca nas neogotyk bardzo ładnie odrestaurowany. Ks. Andrzej sprawuje Eucharystię w intencji pielgrzymów i ludzi, których spotkamy na drodze naszego pielgrzymowania.

Na Białorusi od kilku kadencji nieprzerwanie rządzi Łukaszenko. Kontrowersyjne opinie  są o nim. Wielu twierdzi, że obecnie na Białorusi panuje dyktatura równa dyktaturze na Kubie i Korei Północnej. No, ale trzeba przyznać, że kraj podnosi się z kryzysu gospodarczego. Niedaleko wspomnianego czerwonego kościoła znajduje się z rozmachem wykonany monumentalny pomnik Lenina stale obserwowany przez patrol policyjny. Jeżeli ktoś za bardzo zbliży się  do obeliska, by zrobić zdjęcie, a do tego przyjmie „nieodpowiednią” pozę natychmiast pojawia się policjant.
O godz. 16:00 czasu moskiewskiego jedziemy dalej, o północy przekraczamy granicę Federacji Rosyjskiej, mijamy Smoleńsk- miejsca upamiętnienia dramatu mordu polskich żołnierzy i oficerów z przed 77 laty, oraz 10 kwietnia 2010r.- tragedii rządowego samolotu z 96 osobami na pokładzie, w tym pary prezydenckiej. W intencji wszystkich odmawiamy różaniec.

Każdy rosyjski wagon posiada specjalny zbiornik, w którym jest zawsze zagotowana woda – tzw. „kipiatok”. Ma to tę zaletę, że wystarczy zabrać ze sobą herbatę, kawę i można zaparzać do woli. Tak samo przygotowywać posiłki z zupek błyskawicznych.

Jedziemy drogą, którą kiedyś jechały kibitki z polskimi zesłańcami na Syberię, więc każdego dnia, podczas sprawowania Eucharystii wspominamy tych, którzy ukazem carskim byli pędzeni tą drogą, -wielu z pośród nich na tej drodze pozostało.
W naszym przedziale jedzie Artijom (Artur) z Abakanu, stolicy republiki Czkaskasja. Mieszka w Warszawie i pisze doktorat  na temat wkładu inteligencji  polskiej w rozwój Syberii w XIX wieku. Mówi nam zawsze, przez którą republikę przejeżdżamy i jaka jest godzina wg czasu miejscowego.

Na większych stacjach takich jak: - Kazań, Jekatierynburg, Tumeń, Omsk, Nowosybirsk pociąg zatrzymuje się dłużej – kilkadziesiąt minut. W tym czasie do pociągu przychodzą  osoby oferujące sprzedaż bardzo ciekawych towarów, które w miejscowych fabrykach są  wytwarzane a na które nie ma zbytu. Można więc po stosunkowo niskiej cenie kupić bardzo ładne wyroby. Produkty te pracownicy otrzymywali jako wypłatę.   np. szale z wełny lam, skarpety z wełny wielbłądziej i psiej. bransoletki z półszlachetnych kamieni misternie zdobione, wypchane wiewiórki, orły itp. Można też kupić miejscowe wyroby kulinarne.

Na szczególną uwagę zasługują dworce. Są niezwykle okazałe, niektórer przypominają pałace, wybudowane z wielkim rozmachem – jak chociażby ten w Jakacierynburgu. Wnętrza wykonane artystycznie, wielkie kryształowe żyrandole.  (Właśnie w tym mieście bolszewicy w 1918 roku  zamordowali ostatniego rosyjskiego cara Mikołaja II Romanowa z całą rodziną). Kilkanaście metrów dalej zaczyna się szara rzeczywistość. Z okna pędzącego pociągu mamy możliwość oglądania znajdujących się wzdłuż torów opuszczonych, lub upadających wiosek z drewnianymi chatami liczącymi ponad 100 lat, oraz szkielety kołchozowych zabudowań. Wszystkie budowle są kryte gontem wykonanym z azbestu.
  Późnym wieczorem w poniedziałek, 12 lipca dojeżdżamy do Irkucka - najstarszego oraz największego miasta na Syberii.  To tutaj byli zsyłani przez cara powstańcy polscy, zresztą nie tylko polscy, ale też wielu kozaków, którzy nie podporządkowali się carskim ukazom. Irkuck był punktem,  z którego potem rozsyłano zesłańców dalej, m/innymi do Kirenska, Jakucka. Przede wszystkim jednak do Kirenska.  Najwięcej jednak śladów pozostawili właśnie Polacy. Do tej pory żyje wiele rodzin- których przodkowie przybyli tu jako zesłańcy-katorżnicy.

Szkoda, bo bardzo dobrze nam się wspólnie podróżowało. Mamy jednak różne plany wizyt i potrzeby, zwiedzania. Grupa o tych samych zainteresowaniach jedzie do Uisola Syberyjskiego, gdzie mieszka wielu potomków zesłańców z Polski.

Na peronie witają nas Aksana i Artiom z żoną Anną. Samochodem jedziemy na drugą stronę Angary w rejon Jubileuszowy. Zatrzymujemy się u Ramila , narzeczonego Aksany, Azerbejdżanina. Przyjechał do Irkucka z ojcem Alkiem, który przez  7 dni w tygodniu jeździ prywatnym busem (marszrutą) od 6 do 23 godz.,  gromadzi pieniądze na wesele  syna. Dziś przyszedł do domu o 23:30-przyniósł duży arbuz- mówi, że to od pasażerów, którzy go lubią. Stawiamy na stół naszą polską „żołądkową”, bo „biez wodki nie rozbieriosz”.

Następnego dnia zwiedzamy Irkuck – bramę przybajkała. Miasto uzyskało prawa miejskie w 1686 r. , od  1764r. było stolicą guberni  największej na świecie, nawet Alaska była pod jego władzą. . Przeżyło  120 trzęsień ziemi. W 1785 roku pożar strawił  3,5 tysiąca drewnianych domów. W owym czasie wszystkie domy były budowane z drewna sosnowego, trwałe i dobrze izolujące przed zimnem,ale łatwopalne.
 W drugiej połowie XIX w. w Irkucku mieszkało ponad 3 tysiące Polaków – zesłańców, ale też i dobrowolnych emigrantów.  Na uwagę zasługuje dom Szubina  przy ul. Łapina  wybudowany pod koniec XVIII w. –najstarszy zachowany dom  i dom i dom Szastina  nazwany „Domem Europy” przy ul. Engelsa – piękna, „koronkowa" budowla.  Dom został odnowiony w 1999r .
Jest tu osobliwe muzeum kory brzozowej. Artysta wykonał kufle do piwa, samowar a nawet album z cerkwiami Irkucka.
Po południu zwiedzamy nadbrzeże Angary – jedynej rzeki wypływającej z Bajkału, która ma tak silny prąd, że na długości 80 km nigdy nie zamarza przez całą zimę (mrozy 30- 40 stopni). Na ogrodzeniu nowożeńcy zakładają kłódki, symbol związania się na całe życie. Niestety, ale rowodów jest tam również bardzo dużo.
Obecny, murowany - tak zwany-czerwony kościół-  pod wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny został wybudowany w latach 1881- 1884 przez miejscowych parafian- polskich zesłańców pod kierownictwem ks. Szewernickiego, zesłanego w 1851 roku. Mimo, że po trzech latach pobytu ksiądz otrzymał zezwolenie na powrót do Ojczyzny, na prośbę tutejszych mieszkańców postanowił pozostać do  końca swojego życia – do 1895 roku. Został (podobno) pochowany w tym kościele, nie zachowała się jednak żadna tablica upamiętniająca miejsce pochówku . Kościół całkowicie wybudowany przez Polaków jak również koszty budowy zostały sfinansowane z polskich środków. Tak samo i teren na którym świątynia stoi został wykupiony za polskie pieniądze.
    43 m2 – zakrystia i kaplica. Za użytkowanie kościoła Episkopat płaci. Nikogo nie interesuje, że to Polacy wybudowali kościół oraz wykupili teren.
Po rewolucji październikowej, za rządów Lenina wszelka własność prywatna została przejęta przez państwo. W 1938 roku wydano zakaz jakiejkolwiek działalności religijnej na terenie Rosji. Kapłani musieli opuścić kraj – groziła nawet kara śmierci tym, którzy odważyliby się w konspiracji prowadzić jakąkolwiek działalność religijną – dotyczyło to nie tylko kościoła katolickiego, ale i cerkwi prawosławnej, również innych wyznań religijnych. Bowiem Lenin stwierdził, że nie ma Pana Boga – więc kościoły, ani inne świątynie nie są potrzebne. Po II wojnie światowej kościół został przekazany dla studia Kinokroniki, która tutaj miała siedzibę przez 30 lat Po przeniesieniu studia kościół adaptowano przez fiharmonię miejską w  Irkucku, w miejsce ołtarza zostały zabudowane organy. Tak więc kościół stał się salą organową oficjalnie nazywany „Organnyj zał” jako własność filharmonii –  4 listopada 2008 minęło 30 lat,  jak istnieje sala organowa. Aby sprawować Eucharystię tutejszy Episkopat wynajmuje kościół na niedzielę i najważniejsze święta w roku liturgicznym, aby odprawiać  Mszę świętą o godz. 10:00. W ciągu tygodnia natomiast jest sprawowana Eucharystia  w małej kapliczce na dole o powierzchni
Diecezja tutejsza obejmuje całą wschodnią Syberię. Dekanat Irkucki jest parę razy większy od Polski, jednak pracuje tu tylko około 20 księży. Obecne przepisy wizowe pozwalają na pobyt  tylko na trzy miesiące, po których kapłan winien wyjechać aby po trzech miesiącach móc znowu przyjechać do Rosji. Dopiero w tym roku niektórzy kapłani otrzymali kartę czasowego pobytu. Zasadniczo pracują tu tylko polscy kapłani oraz siostry zakonne z Polski. Na terenie Irkucka jest około 500 – 600 katolików, którzy przychodzą do kościoła. W niedzielę na mszę świętą przychodzi około 200 osób.  Do polskiego kościoła na Mszę św. w niedzielę przychodzi około 25 osób, w tygodniu 3-5 osób.
Na lewym brzegu Angary  jest  Katedra Niepokalanego Serca Matki Bożej – widoczna z wielu miejsc. Pomysłodawcą budowy był pierwszy biskup irkucki  Jerzy Mazur (SVD).


14 lipca jedziemy na jednodniową wycieczka statkiem  z przystani na Angarze. Po niecałych dwóch  godzinach drogi  dopływamy do wyspy Wielkie Koty na Bajkale. Tutaj idziemy nad urwiskiem, ścieżką niezwykle wąską, stromą, miejscami niebezpiecznie rozmytą przez spływające wody w czasie deszczu, za to widoki oszałamiająco piękne. (Przechodząc  fragment rozmytej drogi o mało nie spadliśmy ze stromej góry wprost do Bajkału)  Po trzech godzinach marszu docieramy do najbardziej malowniczego cypla Wielkich Kotów, robimy krótki odpoczynek. Woda w Bajkale jest bardzo czysta, ale bardzo zimna, ma chyba około 80. Teraz wracamy bezpieczną ścieżką brzegiem jeziora do przystani. Są tu w większości domy pamiętające dawne czasy carskie. Krajobraz jednak szybko się zmienia. Już kilka miejscowych domów przystosowano na bazy turystyczne, w budowie nowe obiekty.
     
Czwartek;15 lipca –o godz. 14,00 mikrobusem marki Mercedes udajemy się z Irkucka do Kirenska, odległość niebagatelna - przed nami – 1000 km! Pierwszy odcinek drogi, do Żigałowa, jest pokryty asfaltem średniej jakości. Jedziemy szeroką doliną otoczoną wzgórzami. Pasterze  na koniach wypasają stada bydła. Zatrzymujemy się w skromnym zajeździe na krótką przerwę. Po 15 minutach jedziemy dalej. Kończy się droga asfaltowa, dalej przez tajgę drogą wysypaną tłuczeniem, chyba wcale nie była utwierdzana, o czym świadczą wyboje, dające się odczuć w wielu miejscach . Zmierzch szybko przechodzi w ciemną noc,  zaczyna padać deszcz, zagłębienia w drodze wypełnia woda, kierowca musi manewrować między kałużami, bo nie wie jak głębokie dziury kryją się pod wodą. W niektórych miejscach redukuje szybkość do 15-20 km, ale podróż trwa, zatrzymujemy się tylko trzy razy na kilkuminutowy postój w głębi tajgi. Deszcz przestał padać. Co pewien czas spotykamy samochody z naprzeciwka, w większości to terenowe ciężarowe auta. Około 60 km przed Kirenskiem- o świcie następnego dnia zaczyna się lepsza, zwana „Polska droga” – budowana przez polskich zesłańców po powstaniu listopadowym - w 1830r. Do Kireńska dojeżdżamy po 18 godzinach jazdy, około godz. 8:00. Jesteśmy pełni uznania dla kierowcy, że w tak trudnych warunkach, praktycznie bez odpoczynku przejechał całą drogę Dziękujemy za bezpieczne dowiezienie nas do celu.

Kirensk – miasto prawie w całości drewnianej zabudowy, malowniczo położone 1000km na północ od Irkucka nad najdłuższą syberyjską rzeką Leną, oraz jednym z jej dopływów – Kirengą. Brzegi rzek tworzą niewysokie zniesienia, pagórki, z wysokości których miasto wygląda jakby było położone na wyspie. Początek Kirenska datuje się na połowę  XVII wieku,  kiedy tu zostali osiedleni pierwsi zesłańcy za powstanie - kozacy dońscy. Zasadniczy rozwój miasta nastąpił  po powstaniu listopadowym w 1830r. oraz styczniowym w 1863r. W tym czasie przybywają polscy zesłańcy kierowani z Irkucka do północnej części Syberii, m/in. Kirenska oraz Jakucka.  Na wniosek gubernatora Irkucka Ernca w 1865r. Generalny Gubernator Wschodniej Syberii zlecił wykorzystać polskich zesłańców do budowy drogi między Kireńskiem a stacją Zaborskaja. W tym celu 25 sierpnia 1865r. zostało dodatkowo wysłanych 100  polskich zesłańców.  W historycznych przekazach archiwalnych zachowała się notatka napisana przez nadzorcę  do Naczelnika “Komandy” Loszkowa: “Jutrzejszego dnia, 17 maja 1867r. o godz.10:00 rano znajdujący się w Kireńsku polscy przestępcy … będą mną … wyprowadzeni do budowy traktu z Kireńska do Zaborkiej stacji…” Według danych tutejszych archiwów przy budowie drogi miało pracować 135 osób. Zesłańcy latem mieszkali w szałasach. Ogromne ilości komarów i muszek utrudniały prace oraz powodowały dużą zachorowalność, co było przyczyną, że  budowa posuwała się bardzo powoli. Ponadto kierownictwo Irkuckiej Guberni uznało budowę za niepotrzebną i po wybudowaniu około  80km  zaprzestano dalszych prac. Budowę drogi wznowiono oraz dokończono w późniejszym terminie. Obecnie łączy Kirensk z Irkuckiem, do tej pory nosi nazwę “POLSKA” i jest najlepszym odcinkiem drogi na całej trasie. U podnóża góry, nieopodal miasta do czasu wojny 1941-1945r.znajdował się krzyż z wyciętymi na nim słowami modlitwy (nie znalazłem informacji  jaka to była modlitwa).
Ciekawostką jest, że tutaj przez pewien czas przebywał na zesłaniu Józef Piłsudski, w domu, w którym wcześniej mieszkał dekabrysta Walerian Holicyn. Do Kireńska Piłsudski dotarł  23 grudnia 1887, a przebywał w nim do lipca 1890. Spotkał tam innych zesłańców-Polaków, byłych powstańców styczniowych
W czasach pirestrojki, po upadku system komunistycznego, w 1991r. w budynku byłego NKWD dokonano  makabrycznego odkrycia- znaleziono zwłoki pomordowanych i zamurowanych w piwnicach 83 ludzi.
Dokładnie nikt nie wie, kiedy zostali zamordowani- (prawdopodobnie, aby uniknąć dźwięku wystrzałów byli mordowani uderzeniem tępym przedmiotem w tył głowy). Ofiary  mordu zostały pochowane na cmentarzu w osobnej mogile. Nazwiska ofiar mordu, które dało się ustalić zostały wypisane na tablicach.
    Obecnie miasto liczy około 360 tys. mieszkańców, przybyłych z różnych stron: z Białorusi, Ukrainy, centralnej Rosji, Polski. Zatrudnieni głównie przy pracach leśnych, w transporcie drzewa, myślistwie, budowie niedużych statków rzecznych.  Wiosna tutaj zaczyna się  w maju i trwa tylko jeden miesiąc, lato trwa 3 miesiące - czerwiec, lipiec, sierpień, należy dodać, że jest bardzo ciepłe – temperatury w dzień dochodzą do 40 stopni. Wrzesień jest ostatnim miesiącem jesieni - niezwykle kolorowej i na ogół pogodnej. Zimą  temperatura spada do –45, -50 stopni. Są tu niezwykle ciekawe, dziewicze, turystycznie atrakcyjne tereny,  o walorach przyrodniczych. Bazy turystycznej tutaj raczej nie ma. Nie mniej jednak jest możliwość zakwaterowania. Pobyt, nie licząc dalekiego dojazdu - stosunkowo niedrogi.  Komunikacja głównie samolotem. Niestety nie ma tu kościoła, jest tylko cerkiew.  Ludzie bardzo serdeczni, uczynni, jednak obojętni religijnie. Tereny wymagają ewangelizacji. Wielu tutejszych mieszkańców nie odczuwa potrzeby chrztu, modlitwy, odwiedzenia cerkwi. Są to skutki wieloletniej indoktrynacji przez były system komunistyczny Związku Radzieckiego.
    Niedziela: 18 lipca. Z braku kościoła idziemy na niedzielną liturgię prawosławną. Okazuje się, że nie wrócił z Irkucka pop, więc zamiast liturgii jest tylko niedzielne nabożeństwo prowadzone przez dwie niewiasty. Wsłuchujemy się w przepiękny śpiew starocerkiewny, który trwa ponad godzinę.
Podczas poprzedniego pobytu w Kirensku- jak już wspominałem na wstępie – z Lonią i jego żona Aksaną wybraliśmy się motorową łodzią tzw. „wodomiotem” w górę rzeki  Kirynga  około 100km w głąb tajgi do chatki myśliwych schowanej w zaroślach kilkanaście metrów  od brzegu  rzeki. Kirynga w odróżnieniu odo Leny jest stosunkowo płytką rzeką, pływają więc tylko niewielkie łodzie. Woda jest bardzo czysta, ale też zimna. Jesień w tajdze jest fantastycznie kolorowa. Niepowtarzalne barwy jesieni. Nocowaliśmy w tym domku nad rzeką. Kiedy jeszcze wszyscy spali wyskoczyłem z chatki i udałem się nad brzeg rzeki. Nigdy takich widoków nie widziałem i chyba nie zobaczę.  Ten wschód słońca we mgle… Ciszy, delikatnego szmeru wody żaden aparat nie odda.
            Wracajmy do roku 2010
    Poniedziałek; 19 lipca.  Zwiedzamy tartak Loni po drugiej stronie  Leny. Przez rzekę latem samochody są przewożone promem, zimą przejeżdżają po lodzie (bez względu na ciężar). Jest to duży teren po byłym państwowym gospodarstwie leśnym. Wszystko na nowo trzeba organizować, budować. Wszystkie maszyny, urządzenia wypracowane, po remoncie - sprawne. Terenowym łazikiem jedziemy ponad 2 godziny  w głąb tajgi. Tutaj przygotowania do wycinki oznakowanych drzew. Jest środek lata, ale tu obowiązują inne przepisy i wyrąb lasu o tej porze jest możliwy.
   Wtorek; 20 lipca. Rano jedziemy zwiedzić gospodarstwo rolne Ireny (wdowy po moim bracie), a raczej fermę hodowlaną trzody chlewnej i bydła . Ma 60 krów, kilkanaście cieląt, około 50 sztuk trzody chlewnej, sporo drobiu. Do pomocy ma trzy osoby. Znajduje się też na drugim brzegu Leny, za każdą przeprawę promem trzeba uiścić odpowiednią opłatę.
 Po południu ruszamy w drogę powrotną, do Irkucka, też mikrobusem. Jest upalne słońce.
Zaraz  za miastem kończy się asfalt, samochody jadące z naprzeciwka wzbijają potężne chmury kurzu. Nic nie widać. Mimo szczelnie zamkniętych okien w aucie kurz przedziera się wszędzie. Znowu droga przez tajgę, tym razem z przygodami. Po kilku godzinach jazdy został uszkodzony bak i wszystko paliwo wyciekło. Na szczęście kierowca miał kilka plastikowych pojemników w zapasie, więc jeden z nich wstawił do kabiny i przysposobił jako zbiornik paliwowy (dobrze, że miałem nóż turystyczny, który posłużył mu do zrobienia odpowiednich otworów). Jedziemy dalej. W nagrodę mamy piękne widoki zachodzącego słońca nad tajgą. Żeby nie było za dobrze, po drodze zdarza nam się  jeszcze dwukrotna awaria przebicia koła. Tym razem podróż trwa 24 godziny. Ponownie dziękujemy kierowcy, że mimo wszystko dojechaliśmy szczęśliwie do końca.
 Czwartek, 22 lipca. Do przeprawy na największą na Bajkale wyspę Olchon  z Irkucka jest około 300km. Jedzie się w większości po wyboistej drodze, po obu stronach ciągną się po horyzont wzgórza, pokryte stepową roślinnością, gdzieniegdzie wypasane jest bydło. Czasem zdarza się, że stado krów spokojnie „maszeruje” środkiem drogi. Po pięciu godzinach dojeżdżamy do przeprawy na wyspę. Wyspa Olchon ma 70 km długości i ok. 30 km szerokości. W połowie leży największa miejscowość – Chużyr – centrum turystyczne. Prowadzi do niej dość kręta, polna, czerwona droga. Jest tu poczta, kilka sklepów, stoisk, głównie z pamiątkami turystycznymi. Można tu kupić pieczonego omula, rybę ,która żyje tylko w Bajkale –najlepszy przysmak wód bajkalskich. Nie ma tu chodników, asfaltu, więc przejeżdżające samochody, a ostatnio modne terenowe gokarty - wzniecają tumany kurzu.

  Wyspa Olchon jest ośrodkiem szamanizmu. Jest to religia dominująca wśród Buriatów obok lamanizmu (stanowiącego odłam buddyzmu). Dlatego też w wielu miejscach wyspy można napotkać miejsca święte, tzn. drewniane słupki z trzema nacięciami. Wierni wiążą wstążki na jednym z nich: jeśli na najwyższym, oznacza to, że chcą modlić się do bóstwa, jeśli na środkowym - za sprawy ludzkie (np. o zdrowie dla najbliższych), a zawiązanie szmatki na najniższym nacięciu oznacza skierowanie modlitwy za zmarłych. Często można zobaczyć inne przedmioty pozostawiane w pobliżu - monety, kamyki etc1.
  
Właśnie na wyspie rozpoczyna się festiwal młodzieżowych zespołów teatralnych. Przyjechali młodzi artyści z prawie całej wschodniej Rosji aby zaprezentować swoje umiejętności. Uroczyste otwarcie festiwalu odbywa się przy skale i samotnym drzewie szamana, udekorowanym różnobarwnymi wstążeczkami. Przed nami kilka godzin prawdziwego folkloru. Przyjechało wprawdzie tylko 11 wybranych grup, ale  jakże wysoki poziom artystyczny, nieskazitelny urok piękna!!! Ci młodzi artyści  szczerze wierzą w wartości, o których mówią, śpiewają…. Potem przyjdą różne, często bolesne doświadczenia, pozostaną wyuczone gesty zachowań, ale też co najważniejsze, pragnienie dobra, wrażliwość na piękno.


Następnego dnia gospodarz domu u którego jesteśmy zakwaterowani, Wołodzia Stiepanowicz swoim łazikiem wiezie nas  na najbardziej wysunięty na północ cypel Choboj.  Cały czas jedziemy po miałkim piasku, często, niebezpiecznych  stromiznach, ale warto. Stąd roztacza się pełny widok na Bajkał. W kierunku północnym nie widać przeciwległego brzegu, natomiast patrząc w kierunku północno-zachodnim przez lornetkę można zobaczyć stoki lodowców[1].
Sobota,  24 lipca – po południu opuszczamy najpiękniejszy zakątek Rosji, najgłębsze i najczystsze (póki co) jezioro na świecie. Marszrutką jedziemy w kierunku Irkucka, nie dojeżdżamy jednak ,gdyż spotykamy się z Ramilem, który czeka przy drodze  wiodącej do polskiej wsi Wierszyny (w obwodzie irkuckim),  Okręgu Ust-Ordyńsko-Buriackiego, nad rzeką IDĄ . 100 km na północ od Irkucka), założonej przez Polaków w 1910 r. Pada deszcz. Do wsi prowadzi jedyna gliniasta droga pełna dziur, wybojów. Na spotkanie wyjeżdża Sabina, przyjaciółka Tani. Na miejsce dojeżdżamy daleko po północy, szczęśliwi, że nareszcie koniec tak uciążliwej drogi.
Na przełomie XIX i XX wieku car Mikołaj II Romanow postanowił zagospodarować tajgę. Dawał po 300 rubli tym, którzy zechcieliby się tam osiedlić. W owych czasach była to poważna suma. Wiele rodzin zdecydowało się na wyjazd. Mogli zająć tyle ziemi, ile zdołają uprawiać. Wśród chętnych byli Polacy. W 1910 roku założyli na Syberii własną kolonię - wieś Wierszynę. Na początku przyjechało tu kilkadziesiąt rodzin z Katowic, Sosnowca Będzina, Olkusza,  Dąbrowy Górniczej. Planując tę wielką przeprowadzkę nie zdawali sobie sprawy z ogromu pracy, jaka ich czekała. Jednak już na miejscu podjęli wyzwanie. W upalne lato wytrwale karczowali tajgę. Potem musieli się bardzo spieszyć z wykopaniem ziemianek, żeby przetrwać swoją pierwszą zimę. A zima na Syberii jest bardzo długa i niezwykle mroźna. Temperatura spada nawet do minus 60 stopni C. Następną zimę spędzili już w solidnych, drewnianych domach, z których wiele stoi do dziś. Zbudowali też kościół. Uprawiana z mozołem ziemia dawała dobre plony. Okoliczni Rosjanie mówią, że w Wierszynie mieszkają bardzo porządni ludzie w odróżnieniu od innych miejscowości zamieszkiwanych, ich zdaniem, przez pijaków i złodziei.
To niezwykłe, może zdziwić fakt, że po studiach (w Rosji lub w Polsce) większość młodych ludzi wraca do Wierszyny, chociaż autobus przyjeżdża tu tylko raz w tygodniu


Nazwa „Wierszyny” pochodzi od geograficznego położenia- dookoła bowiem są wzniesienia 750-900m. npm. Tutaj kończy się jedyna droga, dalej tylko las i tajga. Wioska ta różni się od innych wzorowym porządkiem,  uporządkowane  zagrody. Największe moje zdumienie wywołało zobaczenie pokoju – czy ja śnię? Przecież to pokój moich dziadków, którzy mieszkali nad morzem, do których przyjechałem  w1965 roku z Wileńszczyzny? Ale to nie był sen, tu naprawdę są polskie domy i polski wystrój ich wnętrza.  Do tej pory wszyscy mieszkańcy mówią poprawnie po polsku. Obecnie mieszka około 150 rodzin, niektórzy zachowali nawet śląski akcent. Był czas, kiedy mieszkańcy polskiej wsi byli szykanowani przez władze komunistyczne NKWD. 19 lutego 1938 zostało rozstrzelanych 30 mieszkańców. Zostali zrehabilitowani w 1957 roku. Wierszyny 10 lipca 2010 roku świętowały setną rocznicę przybycia pierwszych osadników, założycieli.

Od 29 grudnia 2009r. proboszczem tutejszego kościoła jest Ojciec Karol Lipiński ze zgromadzenia Księży Oblatów, zawsze w niedzielę sprawuje Mszę święta, prowadzi katechezy. Aby zmobilizować do większej aktywności młodych, zleca czytanie liturgiczne, prowadzi tematyczne katechezy.
Dobrze się składa, bo właśnie tu świętujemy niedzielę, uczestni-czymy we mszy św. w tutejszym kościele z kilkudziesięcioma osobami.  O. Karol czyta Ewangelię wg Św. Łukasza, fragment, w którym Jezus mówi jak mają się modlić uczniowie: „…Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje Imię…”. W nawiązaniu do przeczytanego Słowa przypomina, że właśnie ta modlitwa zawarta na kartkach Ewangelii jest odmawiana przez wszystkich chrześcijan- katolików, protestantów, prawosławnych, zawiera siedem próśb. Przez najbliższe niedziele Ojciec będzie szczegółowo rozważał każdą z nich zawartą
w modlitwie.

Chorzów,  sierpień 2010r.
tekst i zdjęcia -Jan Mieńciuk




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza