niedziela, 18 lutego 2018

HISTORIA WIEŻY B A B E L

 


Opowiedziana Rufikowi Kocie Oczko.              Chorzów 18 marzec 2001rok

Pewnego dnia przychodzi ze szkoły  Rufi i pyta:
- Tato, powiedz, co to znaczy wieża Babel?
-Widzisz synu, dawno temu nasi przodkowie próbowali wybudować bardzo wysoką wieżę, ale nie dali rady.
- Tato, mówią, że im języki Bóg pomieszał, aby nie mogli porozumieć się ze sobą. Czy to prawda? Opowiedz, dla czego tak się stało, że nie mogli dokończyć budowy?
- To nie Bóg im pomieszał języki, ale sami  sobie  pomieszali, przez pychę.
- Tato, opowiedz, jak to było?...
- W starożytnym Babilonie  pewnego dnia ludzie dowiedzieli się, że im zagraża wielki potop. Zresztą widzieli Noego, który w tym czasie właśnie rozpoczął ze swoimi synami budowę arki. Oczywiście głośno szydzili, okazywali pogardę. Po cichu jednak rozważali, co by tu zrobić, aby zabezpieczyć się przed przepowiadanym kataklizmem. W końcu uradzili, że wszyscy mieszkańcy Babilonu wspólnymi siłami wybudują bardzo wysoką wieżę, która będzie wznosić się ponad chmury i sięgać nieba. Ludzie w Babilonie byli bardzo pracowici i zdolni.
Co uradzili, postanowili  doprowadzić do skutku. Szybko zorganizowali się w grupy do wykonywania poszczególnych prac. Każdy z Babilończyków wybierał taką grupę, w której potrafił najlepiej pracować. Wkrótce powstały grupy, które specjalizowały się: jedna w  przygotowywaniu gliny do wyrobu  cegieł, druga do ich wypalania, inna do wożenia materiałów na miejsce budowy, jeszcze inna do układania cegieł na budowie. Ludzie chętnie i sprawnie pracowali. Wieża szybko zbliżała się swoim szczytem do białych obłoków. W krótkim  czasie była widoczna z każdego miejsca w babilońskiej krainy jako największa budowla.
 W pewnym momencie jeden z murarzy  zawołał do swoich współpracowników:
- wiecie, co, chłopy? My to jesteśmy najlepsi. Gdyby nie nasze mistrzowskie  murowanie wieża tak szybko by się nie wzniosła i nie była  taka okazała. Na nic by się  zdało przywiezienie najlepszych cegieł i piasku na zaprawy.
   Prawdę gadasz  Warszoł! Musimy, zatem żądać, aby nas traktowano lepiej, wszak jesteśmy najlepsi. Aby naszych żądań usłuchano stworzymy taki związek oraz wybierzemy jednego spośród nas, który jest najbardziej wygadany, będzie on nas reprezentował. Tak abyśmy mogli budować wieżę dalej.  Najlepszy w gadaniu był Warszoł. Nie szła mu wprawdzie najlepiej robota, ale w gadaniu był niedościgniony, nikt go przegadać nie potrafił. Wybrali, więc Warszoła jako swojego przedstawiciela do załatwiania różnych spraw.
Wiadomość o tym, że murarze postanowili się  wyróżnić i od innych większą brać zapłatę szybko się rozeszła po innych grupach pracujących przy budowie. Okropnie oburzyli się na murarzy woźnicy, dostawcy budulca na miejsce budowy. Byli to ludzie  o bardzo wielkiej sile, nie było nikogo, kto by mógł im dorównać siłą.
 Aby wspólnie radzić zrobili jeden dzień przerwy w wożeniu materiałów na szczyt wieży. Okazało się jednak, że każdy  miał inne zdanie na ten temat a chciał koniecznie podzielić się z przyjaciółmi. Naradę, więc przedłużyli  jeszcze o dwa dni. Przez ten czas  nikt nie jechał na wieżę z wózkami, ponieważ nie było nikogo tak silnego, aby ciągnąć ciężkie wózki z towarem. Murarzom na górze brakowało już nie tylko cegieł i zaprawy do budowy, ale zaczynało brakować wody i żywności, którą też  wozili na górę woźnicy.



Na szczęście woźnicy po trzech dniach skończyli radzić i wciągnęli na górę wieży taczki z cegłami, zaprawą, wodą i żywnością.
W tym czasie, kiedy radzili woźnicy wyrabiacze cegieł narobili tak duże ilości, że nie mieli gdzie pomieścić. Zdziwieni, że nikt nie przychodzi po ich wyroby, wkrótce  dowiedzieli  się,  że tak murarze jak i woźnicy żądają za swoją pracę o wiele większą zapłatę oraz dodatkowe przywileje. Do tego, aby wymusić swoje żądania robią przerwy w pracy.
Teraz oburzyli się okropnie wyrabiacze cegieł.  Pan Gzyms, mistrz wyrobników cegły zebrał wszystkich czeladników, do których przemówił: „- gdyby nie nasza umiejętność wyrobu cegieł, stosowania odpowiednich recept podczas  mieszania gliny nigdy by nie powstały takie odporne cegły i nie mieliby, co wozić woźnicy, ani czym murować murarze. Czyż nie powinniśmy za  nasze umiejętności  być lepiej wynagradzani”.
Dobrze mówisz, Panie Gzymsie, zawołali czeladnicy zebrani wokół swojego mistrza. Wobec tego- zawołał dumny ze swego przemówienia Pan Gzyms- teraz zażądamy, aby podwoili zapłatę za naszą pracę albo przestaniemy wyrabiać cegły i zaprawę murarską.
Od tej pory wszyscy zaczęli szczegółowo liczyć, kto ile zrobił cegieł. Nikt już nie dbał, aby robić dobre cegły,  wszyscy dążyli, aby ich było jak najwięcej. Od tego ile, kto zrobił była naliczana zapłata. Ponadto musieli mieć czas na  liczenie. Podobnie  postępowali murarze układający cegły na wieży. Żeby jednak nie mylić się z liczeniem, w czym nie byli dobrzy, zdecydowali zatrudnić buchaltera, który by za nich to robił. Buchalter musiał być oczywiście dodatkowo opłacany. Wliczyli to, więc w koszty układania muru, co znowu podniosło cenę ich roboty.
Nie byli również dłużni i woźnicy, czyli dostawcy cegieł dla murarzy. postanowili wyliczyć, jaką odległość należało pokonywać każdego dnia podczas dowożenia materiałów. Również i im nie szło najlepiej liczenie.  Tak jak  murarze wynajęli sobie buchaltera, co im policzy jaką  winni otrzymać zapłatę.
Z każdym dniem  jednak wyrobnicy robili cegły gorszej jakości. Zapłata nie przychodziła na czas, więc dorabiali robiąc  cegły dla tych, którzy płacili zaraz od ręki. Woźnicy ładowali mniejsze taczki. Liczyli, bowiem nie ile zawiozą, ale ile zrobią jazd.
Wkrótce murarze  odkryli, że cegły, którymi teraz murują stały się złej jakości, nie są  tak równe jak powinny być, nie są dobrze wypalone.
Wszędzie rosło wielkie niezadowolenie. Powstawały waśnie, spory.  Tępo budowy najpierw bardzo zmalało a w wkrótce całkiem zamarło. 
Niebawem nadciągnęły ciemne chmury, zaczął  padać ulewny deszcz. Ludzie, którzy byli w pobliżu porzuciwszy wszystko, czym prędzej biegli na wierzę. Wprawdzie nie zakończoną ale przecież bardzo wysoką. Byli już w połowie wysokości wierzy a  wszystko dookoła zalewała woda, stała się nagle rzecz straszna. Otóż górne warstwy cegieł, które były źle wyrobione i źle wypalone a też i ułożone niedbale zaczęły rozmakać i kruszyć. Rozmoknięte w postaci błota i gliny spłynęły w dół porywając za sobą wszystkich ludzi, co próbowali na wierzy się schronić.
Deszcz na krótką chwilę przestał padać Na  wodach potopu dryfowała arka,  w oddali widniał  rozmyty, stopniowo osuwający się wierzch wieży. Po krótkiej przerwie deszcz znowu zaczął padać. Dopiero po czterdziestu dniach na nowo wyjrzało z poza chmur słońce. Po  siedmiu dniach gołąb przyniósł Noemu gałązkę oliwną.
-Tato, a czemu mówią: „Polska wieża Babel”
-  Musisz synu  wiedzieć, że po latach, jeżeli nie udadzą się przemiany społeczne w Polsce kronikarz napisze, że Bóg zabrał zdolność Polakom trzeźwego myślenia i ludzie zamiast zjednoczyć się zaczęli wzajemnie się oskarżać, kłócić, kto jest lepszy, kto ma rację. Od tamtej pory  nikt z nikim nie potrafi się dogadać. Bóg pomieszał Polakom języki.
- To, dlatego mówią o polskiej wieży Babel? Dlaczego to jedni drugich oskarżają?
-Widzisz, Rufi, przed laty wszystkich Polaków jednoczył jeden cel. Dążyli, aby wyzwolić się od komunizmu, czyli ideologii, jaką nam narzucił Związek Radziecki, bardzo silne mocarstwo. Wszyscy dążyli w jednym kierunku, nikt  nie usiłował pokazywać, podkreślać swoich zasług. Każdy jednak starał się wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej.  Tak powstał wielki ruch społeczny, który nazwano  „SOLIDARNOŚĆ”. Ludzi tego związku cechowała wzajemna  życzliwość, bezinteresowna, rzeczywiście solidarna, wzajemna pomoc. Ludzie byli tak silnie zjednoczeni, że tej jedności nie mogły zburzyć żadne siły. Stan wojenny, prześladowania przywódców związkowych nie tylko nie zburzył jedności, ale dodatkowo tę jedność umocnił. Jednocześnie dokonał niezwykle precyzyjnego podziału na ludzi o prawych charakterach, którzy umiłowali dobro i sprawiedliwość oraz na tych, którzy potrafią rządzić jedynie przy użyciu siły. Znakiem rozpoznawczym były dwa palce w kształcie litery „V” uniesione do góry. Na twarzach, mimo trudnych czasów malowała się pogoda i spokój. Szczególnym znakiem  był opornik wpięty do klapy marynarki lub bluzki. W tym zjednoczeniu Polaków była bardzo wielka moc, że nie było większej, która by tę jedność mogła rozbić.  System totalitarny rozpadł się jak bańka mydlana. 
Niektórym przywódcom wydało się, że oto dzięki ich zasługom została  wygrana wojna.  Była to wygrana  niestety tylko pierwsza bitwa. Prawdziwa wojna o Polskę dopiero się rozpoczynała.  Jednakże zachwyceni zwycięstwem przywódcy związkowych organizacji nie zauważyli, że stoją na początku dalekiej, trudnej drogi. Nie zauważyli, że nadciągają ciemne chmury.
Każdy z przywódców uważał siebie za lepszego od innych. Że to on wie najlepiej, co dla Polski jest dobre. Gromadził, więc wokół siebie osoby, które mieli podobne poglądy, aby  upominać się o prawa i przywileje dla siebie i swoich zwolenników.
Wszystkie grupy-partie potworzyły sobie programy działań, czyli zasady postępowań,  zachowań, według których  należy postępować. Ponadto do takiego postępowania nakłaniały nie tylko swoich członków,  ale również wszystkich pozostałych ludzi przekonując ich jednocześnie, że tylko ich sposób postępowania jest jedynie słuszny.
-Tato... a dlaczego ludzie nie słuchają?
- Widzisz synu, takich ugrupowań-partii  powstało wiele. W tym samym czasie każda z partia głosiła,  co innego twierdząc, że jedynie ona ma  rację. Ludzie chcą słuchać, ale nie wiedzą, kogo. Jedni słuchają tego ugrupowania partyjnego, inni słuchają innego. Działacze partii nieustannie udowadniają swoje racje zwykle stosując zasadę pokazywania błędów innych, aby w te sposób zakamuflować wady własne. Wszyscy głoszą zasadę wolności, pluralizmu jednocześnie narzucają swój sposób bycia, postępowania, myślenia. Zwykle największe sukcesy osiągają ci, którzy potrafią najlepiej mówić, którzy mają do swojej dyspozycji środki przekazu
-Nic z tego nie rozumiem.
-Dopóki wszyscy Polacy nie zjednoczą się na nowo tak jak na początku, gdy powstał związek „Solidarność” nie będzie w Polsce jedności, będą rządzić w kraju ludzie, którym wcale nie zależy, aby Polakom powodziło się jak najlepiej, ale aby jak największy osiągnąć zysk, majątek dla siebie.
- A czy jest szansa, aby Polacy zjednoczyli się, co trzeba zrobić?
- Tak, jest tylko jedna możliwość, aby odbudować jedność w Polsce. O tym opowiem Tobie innym razem. Jest późno i trzeba iść spać.
- dobranoc Tatko na Latko. Nie zapomnij mi opowiedzieć jutro...


JAN  MIEŃCIUK   












sobota, 17 lutego 2018

MSZA ŚWIĘTA ZA CHORYCH




 Niedziela  11 lutego – DZIEŃ CHOREGO ustanowiony przez Świętego Jana Pawła II.
Ks. Marek i ks. Jędrzej na zakończenie rekolekcji dla wolontariuszy hopicyjnych koncelebrowali Mszę św.  w intencji chorych  pod opieką hospicjów w Polsce. Ewangelie wg Św. Marka o oczyszczeniu trędowatego czyta oraz homilię wygłosił ks. Jędrzej.  Przypomniał jak bardzo ważne jest bycie przy chorym w chwili najbardziej trudnej, w chwili odchodzenia na drugą stronę rzeczywistości. Do Pana Boga. Na zakończenie Eucharystii zostali uroczyście

przyjęte nowe osoby do Kręgu Hospicyjnego Świętego Wincentego Palottiego.




piątek, 16 lutego 2018

POLSKA DROGA KRZYŻOWA W DWUDZIESTY PIERWSZY WIEK

JAN MIEŃCIUK





OGRÓD OLIWNY

OGRÓD
Miejsce wypoczynku po dniu ciężkiej pracy
Miejsce wytchnienia dla człowieka.
Przychodzą do ogrodu przyjaciele
Aby dzielić się radościami, smutkami.
Przychodzą zakochani  wyznać miłość sobie
Wyczytać w gwiazdach przyszłość szczęśliwą.
Miłość jest  zawsze szczęśliwa. 

OGRÓD OLIWNY
Jezus w oddaleniu, samotny
Oparty o skałę - ołtarz ofiarny
Przyjaciele snem znużeni
Nie zobaczą potu kropli krwawych
Anioła z kielichem  w ręku.
Cierpi się zawsze w samotności.

SAMOTNOŚĆ
Jesteśmy blisko siebie
W rodzinie, szkole, pracy
Oddzieleni  murem niebotycznym „EGO”
Żyjemy według schematu na szklanym ekranie.
Tam gdzie nie ma miłości
Samotność bardzo boli.

  
SAMOTNOŚĆ
Ojcze! Czy muszę wypić ten kielich?
Ojcze! Nie moja, ale Twoja Wola niechaj się stanie.
Jeżeli trzeba, wypiję do dna.
Najważniejsze decyzje trzeba podjąć samotnie.


STACJA  I
JEZUS SKAZANY NA ŚMIERĆ

Przywiedli Jezusa przed oblicze Piłata, ale On nie znalazł winy, umył ręce.
Ukrzyżuj, ukrzyżuj woła gawiedź podburzana przez Faryzeuszy. Tylko Ona, jedna przerażona, blada-cichym głosem woła:
Ludzie, ludzie - co robicie? On leczył wasze rany, chlebem karmił na pustyni.
Głosu Matki nie słucha nikt. Gawiedź posłuszna Faryzeuszom.
DWUDZIESTY PIERWSZY WIEK
Panowie Lóż Wysokich uchwalają prawo do aborcji, eutanazji. Prawo zabijania. Prawo wolności bez granic, bez miłości, bez Chrystusa. 
Jestem na placu przed Pałacem Piłata. To moja obojętność o przyszłość naszej ojczyzny, moich przyjaciół, troska o siebie  postawiły mnie w tłumie krzyczącym: - ukrzyżuj.



STACJA  II
JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWOJE RAMIONA

A Kiedy już wyszydzili, włożyli krzyż na ramiona, wyprowadzili Go, aby ukrzyżować.
Krzyż - dwie belki.
Tam gdzie brak miłości miejsce wypełnia grzech.
Na ciężar tego krzyża składa się i mój grzech....
W tym krzyżu ukryta tajemnica zbawienia.
Może dostrzec ją każdy, kto patrzy oczyma miłości.




STACJA  III
JEZUS PIERWSZY RAZ UPADA
POD KRZYŻEM.

Czy to kamień zwyczajny na drodze, o który się potknął, czy ciężar krzyża tak przytłaczający, że zachwiał się Jezus, upadł?
Wstawaj! Szybko! Nie ma czasu. Trzeba iść dalej.
Ciężar krzyża nie zmniejsza się, ale  zawierzenie Ojcu, pragnienie, aby we wszystkim wypełnić Jego Wolę dodaje Tobie Jezu sił iść dalej.
Każdy upadek jest bolesny. Każdy grzech rani moją osobowość, moje człowieczeństwo.
Jestem chrześcijaninem. Jestem winien świadectwa Twojej Miłości.

  

STACJA  IV
JEZUS  SPOTYKA MATKĘ SWOJĄ


Na drodze największego pohańbienia i bólu Syn Boży spotyka Matkę.
Spotkanie oczu i Serc gorejących Miłością.
Nie ma czasu na wyznania.
Miłość  i ból są ponad czasem.
Tylko nasze zapatrzenie w siebie nie pozwala dostrzec zatroskanych oczu Matki.
Wszyscy jesteśmy Jej dziećmi.




STACJA  V
SZYMON CYRENEJCZYK POMAGA NIEŚĆ KRZYŻ JEZUSOWI

Pomagać komuś, kto jest uznany za wyrzutka społeczeństwa, za przestępcę nie należy do przyjemności. Nie chodzi o ciężar krzyża, ale
o nienawiść, szyderstwo faryzeuszów, podburzanego tłumu.
Szymon przymuszony do niesienia krzyża.
Sam by się nigdy nie zdobył na ten gest.
Można być bardzo pobożnym, mówić o godności, prawach człowieka, pokazywać się w kościele, na uroczystościach, gdy kamery, gdy ludzie patrzą. Ale nieść krzyż Jezusa, kiedy ze mnie szydzą, bo jestem niepoprawny politycznie, bo mówię rzeczy niepopularne? Czy jestem zdolny do takiego czynu, gdy moja pozycja jest zagrożona, moja praca?
Czy jestem zdolny wyrzec się z własnych planów, ambicji dla Chrystusa?


  

STACJA  VI
Św. WERONIKA OCIERA TWARZ JEZUSOWI.

Nie zastanawiała się nad tym, że ryzykuje własną pozycję, naraża się Faryzeuszom.
Weronika przedarła się przez tłum nienawistny. Kordon żołnierzy było łatwiej ominąć.
Nie wiele mogła zrobić niewiasta, jedynie chustą otrzeć twarz z  nienawiści, plwocin, krwi zakrzepłej.
Gest miłości.
Na chuście obraz Przenajświętszego Oblicza.



STACJA  VII
JEZUS DRUGI RAZ UPADA
POD KRZYŻEM

Znowu upadek. To bardzo boli. Jednak nie można się zatrzymać. Na tej drodze nie ma zatrzymań, odpoczynku. Trzeba iść do celu.
Celem jest Golgota - Ołtarz Ofiarny. 
Ojczyzno! Ile razy ty pod krzyżem ciężkim upadałaś? Ile razy gnębił Ciebie wróg? Zawsze jednak przychodził zbrojnie jako najeźdźca zza rubieży.
Dziś przychodzi jako biznesmen.
Za grosz i pustą obietnicę kupuje twój majątek, sumienie, twoją duszę. 
Przyjacielem każe ci się zwać.



STACJA  VIII
JEZUS NAUCZA PŁACZĄCE NIEWIASTY

 Nie płaczcie nade mną, nie szlochajcie. Nie czas i nie miejsce na łzy, na rozczulanie się. Płaczcie nad sobą, nad dziećmi waszymi, a raczej ich brakiem. 
Starzejecie się- kto wam poda szklankę wody?
Będą domy starców, zastrzyki - ze słodką śmiercią.
Nie płaczcie. Nie czas i nie miejsce na łzy,  na ckliwość.

  

STACJA  IX
JEZUS TRZECI RAZ UPADA
POD KRZYŻEM

Jeszcze jeden upadek. Krzyż coraz cięższy.
Tak trudno wstać i iść dalej. Na tej drodze nie ma współczucia. Żołnierze nie pozwolą. Tutaj nie liczy się człowiek. Jest skazaniec, przedmiot.
W unijnym państwie państw nikogo nie interesują korzenie chrześcijaństwa, szacunek do ziemi,  kultury ojców. Tu się liczy tylko zysk, sukces medialny.
Na miłość nie ma miejsca.
Ojcze dodaj sił abym Twoją Wolę do końca wypełnił. Kocham moich braci. To nic, że szydzą, że kpią. 
  
STACJA  X
JEZUS Z SZAT OBNAŻONY

Zdarto szaty z Syna Człowieczego. Ostatnie oznaki godności ludzkiej. Aby jeszcze bardziej poniżyć człowieka. Zaspokoić tłum spragniony widowiska. Niech się gawiedź gapi na nagość człowieka, niech się cieszy jego poniżeniem.
U progu trzeciego tysiąclecia nie obnaża się skazańca. Obnażanie godności człowieczeństwa powinno przynieść korzyć wymierną.
Stworzono, więc program Show Reality.
Ile kosztuje godność człowieka?
Ile kosztuje moralność człowieka?
Ile kosztuje wieczność?



STACJA  XI
JEZUS DO KRZYŻA PRZYBITY

Żołnierze wykonują swój obowiązek z wyuczoną, wzorową dokładnością.
 Syn Boży rozciągnięty jak struna wiolinowa.
Drzewo krzyża własną krwią obmył, uświęcił cierpieniem.
Miłość żąda ofiary.
Dwudziesty Pierwszy Wiek. Nie można głosić Nauki Chrystusa a żyć wbrew ewangelii.
Polsko, Ojczyzno! Ile razy Ciebie krzyżowano? Mocarze obcych państw dzielili Ciebie jak szaty zdjęte z Chrystusa.
Dziś rzucają los o tunikę Twoją decydenci. Pierś mając w ordery dekorowaną.

  

STACJA  XII
JEZUS UMIERA NA KRZYŻU

I będą patrzeć na Tego, Którego przebodli.

Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.
Wykonało się.
Ojcze, w Ręce Twoje powierzam Ducha Mojego.
Pod ten znak przyjdą wszyscy aby dać świadectwo wierności Ewangelii, Prawdzie.
Przyjdą i ci, którym ten znak przeszkadza w realizacji swoich planów, zamierzeń, aby walczyć, aby szydzić.
Dla jednych będzie znakiem chwały.
Dla innych znakiem zgorszenia.

  

STACJA  XIII
JEZUS  ZDJĘTY Z KRZYŻA

Miłość potwierdza się w chwilach szczególnych. Kiedy wszyscy odeszli, pozostała Matka z Ciałem Jezusa na rękach, uczeń, którego Jezus szczególnie miłował, siostra Matki Jezusa, Maria Magdalena, Józef z Arymatei, aby pomóc w pochówku Jezusa. Nikodem przyniósł zioła aby ciało namaścić.
DWUDZIESTY PIERWSZY WIEK
Kiedy wszystkie racje w obronie Ewangelii, godności człowieka zawiodą pozostanie jedynie wierne trwanie przy Chrystusie.
Czas próby naszej wierności.

  
STACJA  XIV
JEZUS ZŁOŻONY DO GROBU

Obwiązali ciało Jezusa w płótna z wonnościami stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. Józef złożył w nowym, wykutym w skale grobie.
Ostatnią przysługę Chrystusowi oddali ci, których rzadko, albo wcale z Nim nie widziano. Józef, Nikodem. Niewiele mogli zrobić. Uczynili najwięcej.
DWUDZIESTY PIERWSZY WIEK.
Co zrobiłem dla Chrystusa?
Co uczyniłem dla Ojczyzny?

 ZMARTWYCHWSTANIE
Oto zwyciężył Baranek
Z Pokolenia Judy

Raduje się niebo
Ziemia się cieszy
Chóry anielskie
Śpiewają Hosanna,
                                Hosanna.
Pan prawdziwie
ZMARTWYCHWSTAŁ
     
 ALLELUJA !!!


Drzewo hańby
Stało się
Drzewem chwały.

Szczęśliwym ludem się nazywają
Którzy w tym znaku wiernie trwają.



(Chorzów, Wielkanoc31 marca 2002r.)

czwartek, 15 lutego 2018

GDYBYM MÓWIŁ JĘZYKAMI



Pierwszy czwartek Wielkiego Postu. W hospicjum Msza Św. w intencji chorych, w intencji ks. Bartoszka oraz za śp. Sylwię i Józefa, którzy tej nocy odeszli do Pana.  To często się zdarza, kilka na tydzień. Basia - Wolontariuszka z Bochni przysłała piękne obrazy pt. Galicja. Szkoda, że to tylko reprodukcje. Niestety oryginały tylko w muzeach, no i wartość zupełnie inna, nie stać nas.
Najbardziej niezwykła wystawa w Muzeum Archidiecezjalnym w Katowice – w Galerii Sztuki Współczesnej Fra Agelico wernisaż Łukasza Murzyna Pt. „Gdybym mówił językami” -wideo/instalacja/ performance. „ Instalacja ewokuje biblijne asocjacje, jednocześnie zmuszając odbiorcę do nowego odczytania Wcielenia Syna Bożego... Dzięki twórczości Murzyna można uwierzyć, że twórczość inspirowana duchowością chrześcijańską nie musi zostać zamknięta tradycyjnymi środkami sztuki...”- napisał Dyrektor Galerii Fra Agelico ks. Leszek Makówka.
Jeszcze nigdy nie byłem tak urzeczony oglądając tak niezwykłe instalacje, prezentację pokazane w sposób tak współczesny, tak wymowny, zrozumiałe dla każdego.
Wystawa będzie czynna do 17 marca.


środa, 14 lutego 2018

ŚRODA POPIELCOWA.


Środa, 14 lutego 2018 r. Rozpoczęliśmy Wielki Post. Głowy posypane popiołem. Który to już raz przezywamy ten czas?  Łatwo policzyć – nasze lata mówią. I co z tego, że każdego roku powtarzamy to samo. Przecież żyjemy według starych zasad schematów. Bo tak trzeba.
Otóż nic tak nie trzeba. Chrystus nie musiał narodzić się w ubogiej stajence. Nie musiał 40 dni pościć na pustyni. Nie musiał umierać na krzyżu. Pozwolił się ukrzyżować, bo ukochał swoich braci ponad życie swoje. 
Podejmujemy w tym czasie wiele postanowień
-, że cukierków jeść nie będziemy
- bardziej dbać o kalorie
- dodatkowo odmawiać pewne modlitwy
- w piątki rozważać drogę krzyżową
- w niedzielę chodzić na gorzkie żale
Aż tyle?... Czy tylko tyle?...
 A co jak by tak stanąć pod krzyżem i powiedzieć: - Jestem gotowy na śmierć z Tobą Jezu.
A moja modlitwą będzie przyjmowanie wszystkich przeciwności napotkanych na drodze mojego życia aż po opuszczenie, po krzyż.
Czy to za wiele?
Dziś Walentynki – nazywają to święto zakochanych. Przywędrowało z zachodu.  Ale dziś Popielec – obowiązuje ścisły post.
Wieczór- warsztaty poetyckie z Maciejem Szczawińskim. Lubię te spotkania. Bo nie tylko rozmawiamy o poezji, ale o wielu ważnych sprawach naszego życia naszej codzienności.
Te rozmowy czasem są ważniejsze od czytanych wierszy.

Dziś jednak każdy z uczestników przeczytał jeden swój wiersz. Tradycyjnie nagrałem. Tylko swojego wiersza nie nagrywałem. Przecież nie muszę. Lubię innych słuchać. 




wtorek, 13 lutego 2018

MATKO! PRZYJDŹ NAM Z POMOCĄ



Msza święta koncelebrowana w kaplicy M. B. Częstochowskiej - sobota 10 lutego 2018 r.
Ewangelię, wg św. Marka o rozmnożeniu chlebów i nakarmieniu zgromadzonych słuchających nauki Jezusa, czyta oraz homilię o posłudze przy ciężko chorych w hospicjach polskich głosi ks. Marek Kujawski.

 Przybywamy - mówił ks. Marek -  do Ciebie Matko, aby dziękować i prosić o łaski. Pierwszy,  który przyszedł do Ciebie Matko był ks. Eugeniusz Dutkiewicz - założyciel hospicjów w Polsce. Dziś my przychodzimy, bo jest nam bardzo trudno – nikomu nie jest łatwo. Przypomniał lata osiemdziesiąte, kiedy bardzo szybko powstawało szereg hospicjów domowych. Ks. Eugeniusz jeździł po całym kraju oraz zakładał lub mobilizował do zakładania hospicjów domowych dla opieki nad chorym. W szczytowym okresie - lata 80 - rozwoju hospicjów domowych, opartych na całkowitym 100% wolontariacie było ponad 120 hospicjów. Obecnie – wg najnowszych  informacji Forum Hospicyjnego w Krakowie jest tylko 11.  Również mocno zmniejszyła się ilość posługujących wolontariuszy. Więc przychodzimy do Ciebie Matko prosić o interwencję. Różne zarzuty czyni się Polakom. Polacy jednak zawsze służyli, służą, zwłaszcza tym, którzy są w niebezpieczeństwie. Trudne są to sprawy. Gdy młody człowiek znajduje się w stanie terminalnym, jego ciało ropieje, gnije a jemu posługują ludzie wielkiego serca. Nie mają czasu na spokojny sen, zawsze pod telefonem - gotowi na każde wezwanie. W wielu miejscach ludzie wolontariatu walczą aby zbudować Dom dla ciężko chorych. Zawsze to idzie z wielkimi oporami - czasem ta walka trwa 10 lat. Dużo w kraju zmieniamy - bo obywatel jest najważniejszy, człowiek. A ten, który leży samotny w „barłogu”  w małej wiosce, a jego ciało ropieje? To on nie jest ważny?  – wołał ks. Marek. W jednym  z miast w Polsce na trzy hospicja przyznano 175 tys. zł.  Natomiast na schronisko dla zwierząt (psów) przekazano 940 tys. zł. Coś tu jest poprzewracane. Zwierzęta są ważniejsze od człowieka? Dwa tysiące lat temu ludzie omijali dom ciężko chorego. Dzisiaj jako przedstawiciele hospicjów wolontaryjnych możemy powiedzieć, że nic  się nie zmieniło.  W dalszym ciągu ciężko chorych ludzi się obchodzi. Szpital, który posiada aparaturę, specjalistów bierze ciężko chorego człowieka na kilka dni, potem zwraca się do domu. My, wolontariusze hospicjów polskich jesteśmy GŁOSEM tych, dotkniętych ciężką chorobą nowotworową. Nie mamy możliwości mówienia o naszych sprawach, problemach. Dziękujemy Ci matko, że możemy skorzystać tego mikrofonu - wołał ks. Marek Kujawski. Nie mamy innych możliwości zaistnieć w środkach przekazu, w eterze.


KONFERENCJA KS. JĘDRZEJA ORŁOWSKIEGO SAC

DUCH  ŚWIĘTY  JEST MIŁOŚCIĄ
Różni się od naszych pojęć. Duch Święty ma MOC nas ożywiać. O Duchu  Świętym pisze się wiersze, śpiewa się pieśni. Duch Święty jest Miłością  Tymczasem Święty Franciszek
z Asyżu woła - Miłość nie jest kochana. XXI WIEK. Na pielgrzymkach do Matki Bożej śpiewamy wciąż aktualną pieśń - Miłość po błocie chodzi / Miłości wciąż plują w twarz...
Człowiek współczesny miłością nazywa przyjemność, rozkosz zadowolenie. Tymczasem
nie ma większej miłości nad tę,  gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. O. Kolbe poszedł do celi w bloku nr 11  za Franciszka Gajowniczka, bo on ma żonę i dzieci.
Człowiek   współczesny pragnie być szczęśliwy – ale szczęśliwy może być tylko wtedy, gdy do końca wypełnia swoje powołanie. Chrystus do końca nas umiłował. Jest wielu chrześcijan, którzy chcieliby chrześcijaństwo bez krzyża, które nie wymaga, nie boli. Ale takiego chrześcijaństwa nie ma. Nie ma takiej miłości, która nie boli, nie wymaga. Jezus mówi:
„-Kto chce iść za Mną niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje”.  Ale  wziąć swój krzyż – to znaczy połączyć swoje życie z życiem Jezusa Chrystusa. Nasza obecność przy człowieku chorym na nowotwór to obecność Pana Jezusa.  Nie ma sytuacji bez rozwiązania , trzeba tylko moje rany połączyć z ranami Chrystusa. Po Wielkim  Piątku  zawsze jest poranek Wielkiej Nocy – po śmierci jest zmartwychwstanie.

Tak więc, śmierć jest tylko przejściem na drugą stronę rzeczywistości.