poniedziałek, 30 maja 2016

PIELGRZYMKA PO BIESZCZADACH


Ojcze, Który Jesteś
Który znasz  moje serce
moje wczoraj
tylko Tobie jest jawne
kalejdoskop jutra
W Twoje Ręce powierzam
moje teraz
niewiadome  zdarzeń
Twoje Słowo się spełnia
Twoje Słowo prowadzi .

.............................................

Czwartek, 4 warty maja 2016r. o godz. 6,15 spotykamy się w Katowicach na Ptasim Osiedlu w niedużym kościele pw. Matki Królowej Pokoju Niepokalanej Jutrzenki.  ksiądz Władysław Kolorz sprawuje Eucharystię dla grupy pielgrzymów udających się odwiedzić sanktuaria w najbardziej wysuniętym na wschód zakątku Polski, Bieszczadach. Po mszy św. szybko pakujemy się do mini-busa- jest nas z ks. Władysławem tylko 14 osób.  Już w  drodze odmawiamy  Jutrzni- dziś zamiast psalmów modlimy się śpiewając pieśni wielkanocne.
W Krakowie dosiada jeszcze jedna osoba Hanna, przyjaciółka  Gabi. Jest nas wszystkich 15 osób.
Rozpogadza się, zapowiada się ładna pogoda ale przed nami 300 km. , więc wszystko może się zdarzyć. Minibus jako środek wielogodzinnego transportu ma tę zaletę, że tworzy się rodzinna atmosfera.
Zatrzymujemy się w miejscowości Bachórz. Tutaj jest urokliwy skansen kolei wąskotorowej. wszystkie wagoniki utrzymane w dobrym stanie. Mile jest zwiedzić, zrobić zdjęcia pamiątkowe. Tuż przy wejściu jest restauracja serwująca regionalne potrawy. wymarzone miejsce na obiad. Niebo jednak się zachmurzyło, zaczęło padać więc jemy obiad w deszczu, pod parasolami.   Deszcz szybko przeszastał padać, znowu jest pogodnie.  Jedziemy dalej, mijamy Przemyśl. Na chwilę zatrzymujemy się w Prałkowicach, w Sanktuarium Matki Bożej Zbaraskiej pochodzącego z XVI w.. Proboszcz i kustosz Sanktuarium Stanisaw opowiada historię obrazu . Stanowi kopię wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej. Zanim przybył do Prałkowiec w 1972 r., wcześniej w 1946 r. OO. Bernardyni przywieźli go do klasztoru w Leżajsku.
Przez dłuższą chwile się modlimy- dziękujemy za o trzymane łaski i prosimy o opiekę Matki podczas naszego pielgrzymowania po Bieszczadach. Niebawem się okaże jak bardzo potrzebna szczególna opieka Matki Bożej.

Dalej jedziemy leśną wyboistą drogą. Zdaje się , że tą drogą poza terenowymi jepami nic nie jeździ. Ale tak nas prowadzi GPS.  Ostatecznie pokazał zupełnie  inny kierunek. Jako pocieszenie mamy wyjątkowo piękne widoki. W pewnym momencie znaleźliśmy się w  zupełnie innej okolicy, droga nagle się skończyła, trzeba zawrócić.  Nasz bus jest zbyt  słaby aby wjechać z powrotem pod górę. Wszyscy więc wysiadamy i w deszczu pchamy pod stroma górę. Niestety po pokonaniu pierwszego wzniesienia  silnik całkiem odmawia pracy. Dalszą drogę holuje nas górski ciągnik ale tylko do osady Gruszowa. Na horyzoncie widzimy kalwarię Pacławską. Po dłuższym oczekiwaniu przyjeżdża zastępczy  środek transportu- nieduży autobus. Około godz. 18 dojeżdżamy do kalwarii. Przed cudownym obrazem właśnie jest sprawowana Eucharystia. Janek przyszedł do Sanktuarium jako pierwszy – zdążył jeszcze przed Ewangelią, a więc brał pełny udział we Mszy św. Jest wyjątkowo gorliwy. Po śmieci swojej córki czas podzielił na modlitwę i pomoc potrzebującym. Umie zrobić wszystko. Kiedyś był kierowcą, rzemieślnikiem, mechanikiem. Jest bardzo uczynny. Właściwie nie ma rzeczy, której by nie umiał naprawić- chyba tylko komputera nie potrafi złożyć. wyróżnia się tym, że nigdy nie odmawia  pomocy, gdy ktoś poprosi.
Po krótkim zwiedzeniu Sanktuarium, którego początek datuje się na 1665r.  Załozycielem i pierwszym budowniczym był Andrzej Maksymilian Fredro (1620–1679) kasztelan lwowski i wojewoda podolski. Najpierw był wybudowany drewniany kościół. Obecnie Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej Kalwaryjskiej. Na szczycie góry o wysokości 465 m n.p.m. znajduje się klasztor franciszkanów, kościół oraz dom pielgrzyma. Usytuowanie kalwarii na wzgórzach wykazuje duże podobieństwo do krajobrazu wokół Jerozolimy. Droga krzyżowa ma długość ok. 1,6 km. Na wzgórzach znajduje się 35 murowanych i 7 drewnianych kaplic kalwaryjskich. Niezwykły jest oraz  Matki Bożej Kalwaryjskiej. Prawe ucho  ma większe – aby dobrze usłyszeć wszystkie prośby zanoszone przez przybywających pielgrzymów. Późna już pora, więc po cichej, krótkiej modlitwie udajemy się w dalszą drogę.
o drodze do Odłamowa  zatrzymujemy się na chwilę przy zabytkowej cerkwi św. Onufrego w Posadzie Rybotyckiej- w gminie Fredropol, w powiecie przemyskim,  jest to najstarsza zachowana cerkiew na ziemiach polskich – położona na wzgórzu, niezwykle malownicze.
Według tradycji w podziemiach cerkwi pochowano ostatniego prawosławnego władykę przemyskiego, Michała Kopystyńskiego, który zmarł w 1642 w Kopyśnie.
Jeszcze przed zachodem słońca dojeżdżamy do Arłamowa – dawniej Ośrodek Wypoczynkowy Urzędu Rady Ministrów – obecnie kompleks hotelowy „Hotel Arłamów”.
Tutaj w stanie wojennym 1981-1982r. był więziony Lech Wałęsa- działacz Solidarności a teraz wg IPN okazało sie, że był kapusiem i donosicielem.

Arłamów- miejsce niezwykle pięknie położone, widokowe. Obecnie służy jako osrodek szkoleniowo – wypoczynkowy dla sportowców reprezentujących barwy polskie w mistrzostwach. Ze względu na opóźnienia związane z awarią pierwszego mikrobusa nie zdążyliśmy zwiedzić  Ustrzyki Dolne – stolicę Bieszczad i i Sanktuarium matki Bożej Bieszczadzkiej w Jasieniu.
Już po zmroku  dojeżdżamy do położonego w  dolinie Sanu, zabytkowego, późnogotyckiego zamku w Lesku. Późna kolacja  i zmęczeni udajemy się  na zasłużony odpoczynek.
Początek historii zamku datuje się na 1538 rok, kiedy to rozpoczęto budowę w miejsce wcześniejszego drewnianego zameczku po przeprowadzce Kmitów z pobliskiego Sobienia. Zamek był początkową własnością marszałka wielkiego koronnego Piotra Kmity Sobieńskiego herbu Szreniawa. Najpiękniejsza jest jadalnia.  Tutaj kiedyś była sala rycerska. Piękne mury, arkady świadczą o bogatej  tego zamku.
Piątek- drugi dzień naszej pielgrzymki wita nas pogodnie, tylko trochę mgła nad ranem.
Dziś mamy inny zastępczy minibus. Kierowca minibusu- Pan Zbigniew jest przewodnikiem  turystycznym, górskim oraz pilotem wycieczek. Zna dobrze historie tutejszych terenów, ludzi, którzy tutaj mieszkają. Jest bardzo komunikatywny. Chętnie nam opowiada o ludziach, którzy tutaj mieszkają.  A bardzo różnorodności tutejszych mieszkańców. Mieszkają tutaj po sąsiedzku  Łęmkowie, Słowacy, Ukraińcy.   
o śniadaniu udajemy się do Hoczwi- galerii  - Zdzisława Pękalskiego - bieszczadzkiego artysty o rozlicznych zainteresowaniach, który  tworzy inaczej niż wszyscy. Tworzy swoje dzieła na starych deskach, czasem korytkach, w których kiedyś karmiono świnie.

-Gdy popatrzę na jakiś kawałek drewna to wiem doskonale czy cos z niego zrobię- przyznaje, czy nie. Deska zniszczona na swojej powierzchni przez różne żywioły ma te swoje piętna bardzo malowniczo porozstawianie. To jest dla mnie podpowiedź. — podkreślał.
Od dwóch lat niestety ciężko chory- jest po zawale lewej półkuli mózgu, problemy z mową i porażenie prawej części ciała.
Żona Maria barwnie opowiada o galerii, o malowidłach, niepowtarzalnym uroku tych dzieł.
Tutaj jest sprawowana Eucharystia w intencji Pana Zdzisława o uzdrowienie – jest jedynym bieszczadzkim artystą, który potrafi zrobić wszystko z niczego.
Po mszy św. Pani Maria zaprasza na taras swojego domu na poczęstunek. Podaje wszystkim ser z chlebem i miodem oraz kawa albo herbatę. Jeszcze nie zdarzyło mi się jeść coś równie wspaniałego.  W tym domu wszystkich wita się jak najbliższą rodzinę i ugaszcza się tym, co jest najlepsze. Przyjeżdża na wózku Pan Zdzisław. Wszystko słyszy, rozumie ,tylko nie może mówić.  Przez cały czas opiekuje się Pani Maria, dla gości czyta nam wiersze pisane przez męża.
Pan Zdzisław Pękalski - bieszczadzki artysta  tworzył swoje dzieła  inaczej niż wszyscy. Tworzy na starych deskach, czasem nadpalonych, czasem korytkach, w których kiedyś karmiono świnie, za korony niejednokrotnie wykorzystuje stare podkowy.
racając do Leska zatrzymujemy na krótką chwilę się przy niezwykle ukształtowanej skale- „Kamieniu Leskim”. Legęda głosi, że za dawnych czasów król rzucił  klątwę za nieposłuszeństwo na córkę i ta stała się kamieniem.
Wysoko na wzgórzu jest położony żydowski cmentarz „Kirkut”, ogrodzony,  cały czas  pilnowany przez stróża. Za wejście na cmentarz trzeba zapłacić 6zł., le warto. Bardzo ciekawie rozmieszczone groby. Niektóre są odnowione, maja nowe granitowe tablice. Opiekun cmentarza mówi, że tablice przywieźli węgierscy żydzi.
Sobota- trzeci dzień pielgrzymki- wita nas ciepłym bardzo słonecznym porankiem. zaraz po śniadaniu i filiżance kawy pakujemy się do naszego minibusa jedziemy do Myczkowiec - Ośrodka Wypoczynkowo -Rehabilitacyjnego  CARITAS MYCZKOWICE. Kiedyś tu był wojskowy ośrodek wypoczynkowy.
Tuż za bramą ośrodka urzeka przepiękny Ogród Biblijny. Jest nie tylko nowym sposobem upiększenia otoczenia roślinnością Bliskiego Wschodu, ale przede wszystkim stanowi specyficzny zapis teologii biblijnej. Jednocześnie zawiera także przemyślaną i uporządkowana katechezę o biblijnej historii zbawienia Zajmuje powierzchnię 80 arów w układzie klinowym o długości 230. Chce się przy każdym krzewie się zatrzymać na dłuższą chwilę. tutaj rośliny, budowle opowiadają dzieje biblii.
chę dalej  znajduje Centrum kultury Ekumenicznej im  św. Jana Pawła II. Został utworzony 16 października 2007r. – w 29 rocznicę wyboru Kardynała Karola Wojtyły na papieża- obecnie św. Jana Pawła II.
Na 10 wzgórzach znajduje się  140 makiet w skali 1:25 najstarszych drewnianych kościołów i cerkwi z terenów południowo-wschodniej Polski, Słowacji i Ukrainy. Makiety przedstawiają, według dawnego podziału etnograficznego tych terenów, architekturę Pogórzan, Dolinian, Łemków i Bojków. Trudno zrobić wszystkim cerkwiom i kościółkom zdjęcia.
Zauroczeni pięknem ogrodu , miniatór cerkwi, kościółków jedziemy zwiedzić Jezioro Solińskie. Mamy bardzo mało czasu na zwiedzanie zapory, więc szybko biegnę zrobić kilka zdjęć widoków z nad zapory i zaraz jedziemy dalej. 
Następny nasz cel to Łopienka – serce Bieszczad. Jest to nieistniejąca wieś z połowy XVI wieku, położona u podnóży Łopiennika (1069m n.p.m.) , która podobnie jak wiele innych bieszczadzkich wsi, nie przetrwała II wojny, została zniszczona, mieszkańcy w większości wysiedleni. Wieś zasłynęła przede wszystkim z tego, iż podobno ukazała się tu Matka Boska pod postacią ikony. Wkrótce po tym Łopienka stała się słynnym ośrodkiem kultu maryjnego. Ikonę umieszczono w kapliczce, a niedługo potem w drewnianej wówczas cerkwi pw. Świętej Paraskiewii. Obecna - murowana cerkiew - datowana jest na I poł. XIXw. - jest to jedyny tego typu obiekt w Bieszczadach. Uratowano również cudowną ikonę - została przeniesiona do kościoła (dawnej cerkwi) w Polańczyku, gdzie znajduje się do dnia dzisiejszego. Cerkiew jest stale dla zwiedzających cały czas. Wewnątrz duża, drewniana figura „Chrystusa bieszczadzkiego”. Nagłownej ścianie znajduje się kopia cudownego obrazu.
Przy prowizorycznym ołtarzu ksiądz Władysław sprawuje mszę Św. Dołącza kilka turystów, którzy wędrowali przez te okolice.  podczas homilii ks. mówi o Bogu Ojcu, Który wie, że miłujemy Jego Syna. Gdy w Imię Jezusa będziemy prosić naszego Ojca – wysłucha naszych próśb, a nasza radość będzie wielka. Ojciec zawsze wysłuchuje naszych próśb. Nie zawsze jednak daje nam to o co prosimy (wszak nie zawsze prosimy o to, co dobre). Ojciec zawsze daje nam rzeczy tylko dobre dla naszego zbawienia. Ojciec jest Miłosierdziem- największy to przymiot Boga. Swoim Miłosierdziem  pragnie każdego z nas obdarować.  Trzeba aby nasze serca były miłosierne. Najpiękniej o Bożym Miłosierdziu napisała Siostra w swoim Dzienniczku, który został przetłumaczony na najwięcej języków na świecie. Siostra w dzienniczku pisze: „-dopomóż mi Panie aby oczy moje były miłosierne, abym nie sądziła według zewnętrznych pozorów... Dopomóż mi Panie aby słuch mój był miłosierny... dopomóż mi Panie aby język mój był miłosierny- abym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich ale dla każdego miała słowa pociechy i przebaczenia...Dopomóż mi Panie aby ręce moje były miłosierne.. Dopomóż mi Panie aby nogi moje były miłosierne... Dopomóż mi Panie aby serce moje było miłosierne...”
Prośmy w tej niezwykłej świątyni w Łapience abyśmy  mieli miłosierne oczy, ręce, miłosierne nogi  a nade wszystko aby było miłosierne nasze serce.
Wracamy wąską górską drogą, otaczają nas piękne krajobrazy, przejeżdżamy wypalania  węgla drzewnego. Szkoda, że już jest późno i nie ma czasu aby zatrzymać się dłużej. Nasz miły kierowca i przewodnik po tych okolicach żegna się z nami. Jutro ma zamówiona trasę na Ukrainę. Szkoda, tak dobrze i ciekawie nam się  nim podróżowało.
Już po zachodzie słońca  jemy obiadokolację w Sali rycerskiej naszego pięknego średniowiecznego zamku. Po kolacji  ks. Włodek  prezentuje nam film ....
Czwarty dzień naszego pielgrzymowania rozpoczynamy Mszą św. w kościele parafialnym.
Po mszy wracamy do naszego zamku na śniadanie. Po nas przyjeżdża kolejny, zastępczy bus. Tak więc podczas czterodniowej wyprawy zmieniliśmy aż cztery auta. Podróż pełna przygód i modlitwy. W drodze powrotnej zajeżdżamy do Muzeum Sztuki Ludowej w Paszynie  przy kościele pw   Matki Boskiej  Nieustającej Pomocy. Niestety jest zamknięte. Na probostwie nie ma nikogo. ksiądz pojechał sprawować Mszę św. do sąsiedniej wsi. a szkoda, podobno tutaj znajduje się wiele ciekawych rzeczy. Na stronie internetowej można przeczytać m/in.:
„...Znawcy sztuki ludowej są zgodni w opinii: ośrodek rzeźby ludowej w Paszynie jest fenomenem we współczesnej twórczości ludowej, zaś tacy artyści jak Wojciech Oleksy, Stanisław Mika - starszy, Janina Mordarska, Zdzisław Orlecki, Andrzej Drożdż - są dziś wliczani do grona najwybitniejszych przedstawicieli tradycyjnej twórczości wiejskiej. W ślady dorosłych idą młodzi mieszkańcy wsi...”. 10 września 1994 r. poświęcenie i otwarcie Muzeum Sztuki Ludowej w Paszynie.
Jedziemy więc dalej. Na naszej trasie –Jezioro Rożnowskie - powstało w wyniku spiętrzenia wód Dunajca w obrębie Pogórza Rożnowskiego, którego zbiornik liczy od 16 do 20 km kwadratowych powierzchni, głębokość koło zapory wynosi około 30 m.
Niezwykle piękne krajobrazy. Mekka dla urlopowiczów, turystów, miłośników wędkarstwa. Prawie na sam koniec naszego pielgrzymowania po Sanktuariach Ziemi 

Bieszczadzkiej mamy bardzo „smaczny cukiereczek” Zatrzymujemy się bowiem w małej miejscowości Tropie – odwiedzamy jeden z najstarszych w Małopolsce kościół parafialny pw. Świętych Pustelników Andrzeja Świerada i Benedykta –z przełomu XI/XII. Według tradycji budynek powstał w miejscu gdzie znajdowała się pustelnia św. Świerada, mnicha benedyktyńskiego żyjącego na przełomie X i XI w. Budowla orientowana, wykonana z ciosów piaskowca spojonych gliną z niewielką domieszką wapna. Kościół pierwotnie jednonawowy z wyodrębnionym prezbiterium zamkniętym prosto. Kościół usytuowany jest na stromej skale  nad brzegiem Dunajca niezwykle malowniczo. Nieopodal znajduje się pustelnia  św. Świerada – kaplica upamiętniająca miejsce pustelniczego życia świętego. Poniżej pustelni wchodzimy na ścieżkę prowadzącą w las i dość stromym podejściem dojdziemy do źródła, z którego wodę czerpał św. Świerad.  Jest tu jeszcze wiele do zobaczenia. Droga krzyżowa. Niestety musimy przed nocąwrócić do domu, więc nie zatrzymujemy się dłużej. Jeszcze kilka zdjęć z cmentarza ofiar głodu i zarazy cholery z 1847 roku. W samym Tropiu zmarło wtedy 510 osób. W zasadzie nie ma grobów (zmarłych chowano w grupowych mogiłach) tylko kamienny krzyż i kapliczka.
Na wieczór szczęśliwi, pełni wrażeń i przygód wracamy do domu. Podczas czterodniowej wyprawy jechaliśmy czterema busami.

BOŻE MIŁOSIERDZIE JEST
INNE OD NASZYCH WIDZEŃ.
tekst i zdjęcia
Jan Mieńciuk






































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz