niedziela, 3 maja 2026

Pamięć i odpowiedzialność — obchody Konstytucji 3 Maja w Chorzowie

 



 W słoneczne, niedzielne przedpołudnie 3 maja 2026 roku w kościele św. Barbary w Chorzowie licznie zgromadzili się mieszkańcy miasta, harcerze ze szkoły mundurowej, poczty sztandarowe oraz władze miasta z prezydentem Szymon Michałek na czele, aby uroczystą Mszą świętą rozpocząć obchody 235 rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja.

Zgromadzonych na Eucharystii powitał proboszcz, ks. Zygmunt Błaszczok, który poprosił dziekana, proboszcza parafii św. Józefa w Chorzowie, ks. prof. dr. hab. Rafała Śpiewaka, o przewodniczenie koncelebrze.

W wygłoszonej homilii ks. Rafał nawiązał do odpowiedzialności osób sprawujących władzę oraz do potrzeby troski o dobro wspólne. Podkreślił, że sprawujący władzę powinni pamiętać o swojej odpowiedzialności. Zaznaczył również, że pierwsza konstytucja Polski opierała się na wartościach chrześcijańskich i określonej wizji człowieka.

Mówiąc o kondycji współczesnej wspólnoty — zarówno państwowej, jak i lokalnej — wskazał, że powinna być ona tworzona przez ludzi prawych, kierujących się sumieniem. Zauważył także, że we współczesnym świecie wielu ludzi skupia się przede wszystkim na sobie i własnych racjach. Przypomniał, że „potrzeba, aby wartości płynące z wiary przenikały życie publiczne”.

Święto Trzeciego Maja jest również zobowiązaniem i źródłem postaw potrzebnych dla dobra wspólnoty.

Po nabożeństwie poczty sztandarowe, służby mundurowe, harcerze, władze miasta oraz mieszkańcy Chorzowa przeszli w uroczystym pochodzie na plac Powstańców Śląskich, aby oddać hołd powstańcom śląskim i złożyć kwiaty przed pomnikiem Powstańca Śląskiego.

Tekst i zdjęcia
Jan Mieńciuk























sobota, 2 maja 2026

DZIEŃ FLAGI W CHORZOWIE

 


 Między pamięcią a teraźniejszością

Chorzów, 2 maja 2026 r. — W południe, na terenie kampusu Uniwersytet Śląski w Katowicach (filia w Chorzowie), przy pomniku upamiętniającym żołnierzy 75 Pułku Piechoty, rozpoczęły się obchody Dnia Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Punktualnie o godz. 12.00 uroczyście podniesiono biało-czerwoną flagę.

 

W wydarzeniu uczestniczyli mieszkańcy miasta, przedstawiciele lokalnych władz, a także rodziny z dziećmi. Po części oficjalnej teren wokół pomnika wypełnił się uczestnikami pikniku rodzinnego. Dużym zainteresowaniem cieszył się pokaz wojskowych pojazdów oraz prezentacja uzbrojenia, przygotowane z myślą o młodszych i starszych odwiedzających.

 

Miejsce uroczystości nie jest przypadkowe. To właśnie tutaj przez lata funkcjonowała jednostka wojskowa, będąca ważnym elementem lokalnej historii. Dziś po dawnych koszarach pozostały jedynie fragmenty zabudowy oraz pomnik — symbol pamięci o żołnierzach, którzy walczyli i ginęli w obronie Ojczyzny.

 

Obecnie część terenu zajmuje filia uniwersytetu, co nadaje tej przestrzeni nowy, edukacyjny charakter. Jednak mimo zmiany funkcji miejsca, pamięć o jego przeszłości pozostaje żywa — przypominają o niej zarówno pomnik, jak i tablica pamiątkowa umieszczona na cokole.

 

Obchody Dnia Flagi w Chorzowie stały się nie tylko okazją do wspólnego świętowania, lecz także momentem refleksji nad historią i przemianami, jakie zachodzą w przestrzeni miasta.

Jan Mieńciuk






GODY ŚLĄSKIE

 


Świętowanie Godów Śląskich w piątek, 1 maja 2026 r., Związek Górnośląski rozpoczął tradycyjne Mszą Świętą w zabytkowym kościele pw. św. Józefa Robotnika, znajdującym się na terenie Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny” w Chorzowie, przy Parku Śląskim.

Na uroczystość przybyły władze Chorzowa oraz przedstawiciele sąsiednich miast. Szczególnie licznie przybyli członkowie i goście Związku Górnośląskiego, poczty sztandarowe oraz pracownicy skansenu. Wśród uczestników nie zabrakło osób ubranych w stroje ludowe — szczególnie pięknie prezentowały się kobiety w śląskich strojach regionalnych.

Zgromadzonych na tej doniosłej uroczystości powitał proboszcz parafii św. Wawrzyńca w Chorzowie, ks. Eugeniusz Błaszczyk. Uroczystej koncelebrze przewodniczył ks. prałat Jerzy Lisczyk, kapelan Związku Górnośląskiego, który sprawował Mszę Świętą w intencji jego członków. Ks. Eugeniusz Błaszczyk koncelebrował natomiast w intencji pracowników skansenu etnograficznego.

W homilii ks. Jerzy zwrócił uwagę, że można przyzwyczaić się do schematów codziennej pobożności, a jednocześnie zamknąć serce na Boże wskazania. Podkreślił: „Nikt z nas nie jest doskonały — powinniśmy jednak nieustannie dążyć do doskonałości”.

Na zakończenie zaznaczył, że powinniśmy być otwarci — tak jak św. Józef — na to, co mówi Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel.

Tekst i zdjęcia
Jan Mieńciuk

























czwartek, 30 kwietnia 2026

POCIĄG PAPIESKI – W PAMIĘCI I SERCACH

 



Są takie chwile, które nie przemijają. Nie dlatego, że pamięć jest wierna, lecz dlatego, że serce nie potrafi ich oddać przeszłości. Wracają niepostrzeżenie — w zapachu deszczu, w dźwięku tłumu, w ciszy, która zapada po wielkim wydarzeniu.

Pamiętam czerwiec 1983 roku. Na Muchowcu padał ulewny deszcz, a jednak nikt nie odchodził. Staliśmy — przemoknięci, a zarazem szczęśliwi — oczekując na naszego Ojca Świętego, Jan Paweł II. Nie sposób opisać tamtej radości. Była jak światło, które przenikało wszystko: twarze ludzi, ich gesty, spojrzenia. W takich chwilach człowiek czuje, że nie jest sam — że należy do wspólnoty większej niż on sam.

Minęły lata, a jednak tamto doświadczenie nie zgasło. W 1999 roku znów czekaliśmy. Tym razem w Gliwicach — z niepokojem, bo zdrowie Ojca Świętego budziło obawy. Gdy okazało się, że jednak przyjedzie, coś niezwykłego obudziło się w ludziach. W ciągu jednej nocy przygotowano wszystko, co potrzebne. Nikt nie pytał, czy się opłaca, czy zdąży. Działo się coś więcej niż organizacja — rodziła się wspólnota. Nazwano to później „cudem nad Kłodnicą”. Może słusznie. Bo cud nie zawsze polega na tym, że zmienia się rzeczywistość — czasem wystarczy, że zmienia się człowiek.

Dziś myślę, że Ojciec Święty nie odszedł. Jego obecność nie skończyła się wraz z jego ziemskim życiem. Jest jak ciche światło — niewidoczne, a jednak prowadzące. Wstawia się za nami, przypomina o tym, co najważniejsze: o dobru, które rodzi się między ludźmi, kiedy potrafią być razem, kiedy mają wspólny cel, kiedy nie boją się być dla siebie nawzajem darem.

Może właśnie dlatego narodziła się idea Papieskiego Pociągu.

Od 2006 roku przemierzał on polskie szlaki — nie jak zwykły skład, lecz jak znak pamięci. Zbudowany rękami kolejarzy jako dar wdzięczności, był czymś więcej niż środkiem transportu. Był w drodze — jak człowiek. Nie stał nieruchomo jak pomnik z kamienia. Przyjeżdżał do ludzi. Zatrzymywał się w miastach i małych miejscowościach, jakby chciał powiedzieć: pamięć nie jest czymś odległym — ona żyje, jeśli się nią dzielimy.

W jego wnętrzu można było oglądać obrazy życia papieża. Ale prawdziwy obraz tworzył się na zewnątrz — w oczach tych, którzy przychodzili na perony. W ich skupieniu, w ciszy, w poruszeniu, które trudno nazwać. Jakby każdy z nich spotykał coś więcej niż tylko wspomnienie.

Szczególnie zapisały się w pamięci dni, gdy pociąg przemierzał Śląsk. Jechał przez miasta i miasteczka, zatrzymywał się tam, gdzie czekali ludzie. Był jak pielgrzym — niosący słowo, które nie starzeje się: o godności człowieka, o wierności, o jedności. O tym, że nie jesteśmy stworzeni do podziałów.

A jednak przyszła cisza.

Zaczęto mówić o kosztach, o opłacalności, o rachunku ekonomicznym. Pociąg — który nie przynosił zysku — przestał być potrzebny. Jakby zapomniano, że nie wszystko, co ważne, da się przeliczyć.

I tak pozostało pytanie.

Gdzie jest dziś Papieski Pociąg?

Może gdzieś stoi — odstawiony, zapomniany. A może jego droga po prostu się skończyła. Ale jeśli tak, to czy naprawdę?

Bo przecież jego sens nie polegał na tym, że jeździł. Jego sens polegał na tym, że jednoczył ludzi. Że przypominał, kim jesteśmy, gdy jesteśmy razem.

Słowa Ojca Świętego — „Nie dajcie się podzielić” — brzmią dziś może jeszcze mocniej niż wtedy. Bo podziały nie zaczynają się w wielkiej polityce. Zaczynają się w sercu człowieka.

A jeśli coś może im się przeciwstawić, to nie wielkie idee, lecz proste doświadczenie wspólnoty — takie, jakie rodziło się kiedyś na mokrym od deszczu Muchowcu, w nocnych przygotowaniach w Gliwicach, na peronach śląskich miast.

Może więc ten pociąg wciąż jedzie.

Nie po torach, lecz w pamięci.
Nie między stacjami, lecz między ludźmi.
Nie jako maszyna — lecz jako znak.

I dopóki ten znak trwa, dopóty droga się nie kończy.

Tekst i zdjęcia
Jan Mieńciuk