SYMPOZJUM
Piątek, 18 listopada – Częstochowa – na Jasnej Górze XIX Sympozjum Duszpasterzy Katolickich Ośrodków i Wspólnot Pomagającym Osobom Uzależnionym na temat: „Współczesny profil osoby uzależnionej. Sposoby i cele terapii”
Otwarcia seminarium dokonał ks. bp Antoni Długosz, któremu łagodnością i delikatnością niewielu może dorównać. Wszystkich uczestników sympozjum obdarzył swoją płytą „Siewca radości” z nagranymi pieśniami we własnym wykonaniu. Kiedy płyt zabrakło poprosił o adres, aby przesłać pocztą? Podczas sympozjum zostały poruszone tematy - m/in.:
• Optymalny model etyczny człowieka
• Zmiana profilu osoby uzależnionej na przestrzeni ostatnich 30 lat
• Ośrodek Rehabilitacyjno – Readaptacyjny jako sposób leczenia uzależnień
• Ambulatorium jako sposób leczenia uzależnień
Prelegenci zwrócili szczególna uwagę, że obecnie profil uzależnień rozszerzył się,
bo wchodzą w to obok takich używek jak narkotyki, alkohol uzależnienia od hazardu, wróżb karcianych, a nawet od posiadania telefonu komórkowego. Choć te ostatnie nie wydają się groźne to jednak systematycznie powodują degradację osobowości osoby uzależnionej. Najlepszym, a może nawet jedynym niezastąpionym lekarstwem w wyzwoleniu z uzależnień jest poczucie bliskości drugiego człowieka, jego akceptacji. Trzeba, bowiem odbudować takie wartości jak uczciwość, nadzieja, szczerość, rozwój umiejętności bycia sobą, dostosowanie się do grup społecznych. Wieczorem, autobusem z Rzeszowa przyjechał zespół Echo Sacrosongu z Ojcem Salezjaninem Andrzejem Szpakiem, aby w Kaplicy Matki Bożej zaśpiewać podczas wieczornej mszy św. sprawowanej w intencji uczestników sympozjum.
Po Apelu Jasnogórskim w obszernej kaplicy domu Pielgrzyma im. Jana Pawła II, zespół zaprezentował przepiękny koncert śpiewu oraz tańca. Dyrygował założyciel i opiekun tego zespołu Andrzej Szpak. Koncert trwał prawie do godz. 23. Potem młodzi artyści wracali do Rzeszowa - cała noc w drodze?!.
W drugim dniu sympozjum przewidziano spotkania tematyczne – warsztaty
w grupach. Tematem dyskusji w naszej grupie – religijność jako, alternatywa narkomanów, alkoholików. Każdy z uczestników opowiedział o sobie, były to niezwykle osobiste i szczere wyznania ludzi, którzy w tym gronie spotykali się pierwszy raz.. Romek ma 35 lat, wyznał, że przez 15 lat był ateistą. Nie zaprzestawał jednak szukać sensu życia, ponieważ ateizm nic nie rozwiązywał, nie wyjaśniał. Wyjaśnienie, sensu życia daje wiara w prawdziwego Boga. Andrzej Szpak 60 lat - mówiąc o sobie zwrócił uwagę na religijność, w
szczególności katolicyzm, który jest atakowany szczególnie przez media, zwłaszcza narodowy katolicyzm, że nie wiadomo czy nie będzie przypisywano jemu wszystko zło w Polsce. Basia mieszka na Opolszczyźnie pracuje w szkole, udziela się w Stowarzyszeniu wsparcia AA, przyjechała aby bardziej rozwijać umiejętność pomocy uzależnionym. Andrzej ma 55 lat, miłośnik zwierząt, żyje w związku niesakramentalnym, mimo to stara się regularnie w niedziele przychodzić do kościoła na mszę św., często również i w tygodniu. Nie może jednak przyjmować sakramentu Komunii św. Często przebywa w środowiskach krytykujących kościół, właśnie tam trzeba szczególnie go bronić. Weronika była alkoholiczką, od 12 lat
nie pije, odeszła od męża alkoholika, mieszka z synami o których bardzo się boi
bo też czasem zaglądają do kieliszka. Mówi, że wyrwanie się z alkoholizmu zawdzięcza Matce Bożej, dlatego często przyjeżdża do Częstochowy, bo ma, za co dziękować, ale jeszcze więcej prosić, zwłaszcza o dzieci. Brat Hieronim jest we Franciszkańskim Zakonie Braci Mniejszych w Katowicach - Panewnikach, studiuje teologię. Rodzice się rozeszli przez alkohol. Lubi pracę z dziećmi, z bezdomnymi i... lubi się uśmiechać, to często rozładowuje wiele niezręcznych sytuacji, ludzie najczęściej odwzajemniają. Aleks z Żyrardowa, jest osobą współuzależnioną. Interesuje się uzależnieniami oraz metodami skutecznej pomocy. Tomasz jest alumnem piątego roku Wyższego Seminarium Duchownego w Łomży. Piotr jest diakonem również z Łomży, w sympozjum już trzeci raz. Ukończył studia pedagogiki, resocjalizacji. Pracował z młodzieżą rodzin patologicznych. Leon, archiwista ze Szczecina ma problem natury erotycznej, od 12 lat spotyka się w grupach uzależnionych, od 9 lat chodzi na indywidualną terapię. Problemem są jednak niewłaściwe emocje uczuciowe, destrukcyjne wzorce rodzinne. Był nieakceptowany (odrzucony) przez matkę, bo ją ojciec wydziedziczył z gospodarki, ponieważ wyszła za mąż wbrew jego woli. O. Edward, franciszkanin z Połańca, jest socjoterapeutą.
Zainteresowania - to duchowość wschodu, przez pewien czas pracował jako misjonarz. Miłośnik parolotni, pasjonat zbierania fajek, sam też pali fajkę. Tadeusz ze zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, alumn, na szóstym roku studiów, współpracuje z osobami uzależnionymi od alkoholu, też jest dzieckiem alkoholika. Siostra Maria z bezhabitowego zgromadzenia Sióstr Pasterzanek pracuje w ośrodku socjoterapii, dodatkowo służy pomocą osobom prostytuującym się
na ulicach Warszawy. Najwięcej satysfakcji daje praca z młodzieżą. Kleryk Marcin od księży Salwatorianów chce pogłębić wiedzę o psychologii uzależnień, aby bardziej pomagać
w swoim środowisku. Tak wiele wokół nas osób uzależnionych. Piotr uczy się w technikum w Bydgoszczy, dodatkowo pracuje w wolontariacie. Niestety wśród osób potrzebujących pomocy najwięcej jest ludzi uzależnionych. Brat Maksymilian ze gromadzenia Franciszkanów w Katowicach - Panewnikach jest wolontariuszem w domu dziecka pochodzących z różnych środowisk. Największą radością jest właśnie praca z tymi dziećmi. Brat Krzysztof mieszka w Łodzi, studiuje socjoterapię, zajmuje się tematyką psychomanipulacji SEID. Beata mieszka w Tarnowskich Górach, pracuje w z dziećmi świetlicy szkolnej. Ukończyła studia resocjalizacji, to pomaga w pracy, dzieci bowiem pochodzą z różnych środowisk. Po pracy dodatkowo udziela się w resocjalizacji więźniów oraz w klubie AA. Mąż notorycznie przychodził do domu piany zaczynał od awantury i bicia. Gdy prosiła, aby poszedł do klubu AA nie chciał słyszeć, zawsze twierdził, że nie jest pijakiem. Aby ratować dzieci i siebie musiała odejść i wziąć rozwód. Potem zaczęła sama chodzić do klubu aby pomagać innym. Jarek w Tarnowskich Górach jest redaktorem gazety ŁOPOT – od łopot flagi lub żagla łodzi, gdy zmienia hals (kierunek). Opisuje życie Młodzieży Różnych Dróg /hipisów/, ma jedyny nałóg – palenie i nie umie się wyzpolić . Jest sympatykiem klubu AA. Żyje z Beatą w związku niesakramentalnym. Można się przyzwyczaić do takiego życia, zawsze jednak na dnie serca pozostanie rana, która nie przestaje boleć. Przyjeżdżają więc tutaj aby spotkać ludzi otwartych, życzliwych. Najważniejsze bowiem to być zrozumianym, akceptowanym takim jakim się jest.
Ks. Andrzej podsumowując wszystkie wypowiedzi stwierdził, że z tego wynikło drugie sympozjum o uzależnieniach. Słuchając wielu wypowiedzi o sobie odkrywa drugiego człowieka, jak wiele w każdym człowieku jest dobra, możliwości. Nawiązując do wcześniejszej wypowiedzi o szydzeniu z katolików, narodowców, symboli religijnych, świętości rani uczucia, zawstydza. Młodzież wstydzi się religijności, angażować się religijnie. A co by było bez religijności, katolicyzmu? Historia kultury polskiej oparta ściśle na religii. Nie ma poetów w Polsce, którzy by nie nawiązywali do Bożego Narodzenia,
do Matki Najświętszej. Potrzeba pasji religijnej, zaangażowania. Pasja, to Dar Ducha Świętego, zaangażowanie - to męstwo. Pamiętamy jak piękne i wielkie uczucia do Matki Bożej wyzwalał Kardynał Stefan Wyszyński. Polska pobożność jest bardzo uczuciowa,
ale właśnie dzięki temu przetrwaliśmy największe próby czasu. Teraz nasza uczuciowość, religijność jest wyszydzana (to niezwykłe - czynią to ludzie, którzy nie tak dawno uważali się za gorliwych katolików). Ważne jest jak rozwijamy naszą religijność, czy w ogóle rozwijamy? Dojrzała religijność uodparnia na uzależnienia. Po południu w Domu Sióstr Służebniczek dębickich O. Andrzej z dominikaninem O. Krzysztofem sprawuje mszę św. dla grupy hipisów, którzy przyjechali na sympozjum. Podczas homilii w rozważaniach nawiązał do Uroczystości Chrystusa Króla. Uznać Chrystusa za Króla to znaczy kierować się nauką, prawem Chrystusa tak w życiu osobistym jak i społecznym. Polska jest krajem katolickim, potrzeba więc aby rządzący kierowali się tymi zasadami. Są pewne rzeczy, granice, których nie wolno przekroczyć. Tradycyjnie
do rozważań włączyli uczestnicy Eucharystii. Andrzej wyznał, że wszystko co posiada uznaje to za dar od Boga. Przychodząc z pomocą starszym, potrzebującym osobom stara się odpowiedzieć na Miłość Stwórcy. Przychodzi na msze niedzielne, niejednokrotnie i w tygodniu. Niestety żyje w związku
niesakramentalnym i nie może przyjąć Komunii Świętej. Odczuwa ogromny brak Eucharystii. Dla tych co nie mogą przyjąć Sakramentu Eucharystii przyniesiono chleb, kapłan pobłogosławił i podał do spożycia. Msza trwała tylko dwie godziny, ale to tylko ze względu na dom i kaplicę sióstr, bo zwykle trwa 4 godziny.
Wystarczy być
Po mszy O. Andrzej i jego „szpaczki” idą do gimnazjum im. Jana Matejki na nocleg. Lokujemy się w dużej sali gimnastycznej. Młodzież w tym czasie przygotowuje kolację. Madzia robi specjalną herbatę według sobie tylko znanej recepty, jest pyszna z kawałkami pomarańczy, cynamonem, imbirem. Teraz granie i śpiewanie przy świecach. Krótki sen na materacu gimnastycznym pozwolił zregenerować O. Andrzejowi siły. Teraz z Puńkiem i innymi przy świecach grają klimaty bluesowe, śpiewamy „Wzgarda”, „Mojżesz”. Ośmioletnia Magda,
bratanica Jacka, choć powinna już dawno spać, właśnie tańczy ze świecą majestatycznie tak, królewsko, jak Salome... Jak opisać świecy drżący płomień, który dużą salę zamienia w krainę baśni tysiąca i jednej nocy? W pewnym momencie w tych klimatach O. Andrzej śpiewa Jezus Najwyższe Imię/ Nasz Zbawiciel/ Książe Pokoju... Przy świetle świecy nikt nie zobaczy wzruszenia Marii, która zamknęła bar we Wrocławiu, aby być tu, nie zobaczy wzruszeń Brygidy, Anżeliki.... To co najważniejsze zawsze oczom niewidoczne pozostanie.
http://www.youtube.com/watch?v=bgdnIL0VjOc&list=UUnpPIT8Jxgocpe-oZW3RiKg&index=58&feature=plcp
Tekst i zdjęcia
Jan Mieńciuk
janekm2@tlen.pl
niedziela, 12 lutego 2012
poniedziałek, 30 stycznia 2012
LIKWIDACJA GOTÓWKI
Unia Europejska planuje likwidację gotówki
admin, ndz., 2012-01-29 13:32
Szeroko zakrojone plany zmierzające do delegalizacji transakcji gotówkowych niepokoją zwolenników wolności. Tak jak każde nowe podłe prawo tak i to oficjalnie będzie skierowane przeciwko "mafiom piorącym brudne pieniądze". Jak przy ACTA prawda jest taka, że celem są nie zwyrodnialcy tylko wszyscy ludzie.
W Europie gotówka może zniknąć szybciej niż nam się wydaje. Odpowiednie dyrektywy unijne już powstały. Upadające gospodarki południa Europy słyną z wielkich długów i monstrualnej szarej strefy. Jest to zjawisko zwykle przedstawiane w formie negatywnej a przecież szara strefa to tańsze produkty i usługi. Szara strefa jest naturalnym mechanizmem obronnym uciskanych fiskalnie społeczeństw. Dlatego właśnie jest solą w oku dla władzy.
Likwidacja gotówki to również eliminacja dużej części szarej strefy. To jest warunek konieczny wyjścia z kryzysu, bo pieniądze potrzebne na spłatę monstrualnych długów zaciągniętych przez polityjów będą pochodzić od ludzi. Im bardziej ludzie będą się starali ukrywać dochody tym bardziej rząd będzie się starał dopaść takie owieczki i ostrzyc je do zera. Przy okazji owieczkę zarzynając, ale kto by oczekiwał logiki od tych ludzi?
Ucisk fiskalny jest nieskuteczny właśnie, dlatego, że istnieje jeszcze gotówka. Trudno się, zatem dziwić, że snute są plany jej wycofania. Jak mogłoby do tego dojść? Bardzo prosto, przecież wszyscy już mamy karty płatnicze. Wystarczy wprowadzić odpowiedni monitoring transakcji i zobowiązać ustawowo każdy punkt usługowy i handlowy do posiadania czytników. Mogą wręcz karać za nieposiadanie czytników lub za ustalanie kwot minimalnych transakcji.
W Polsce są najwyższe w UE opłaty za transakcje bezgotówkowe. To ma się zmienić dzięki zapowiadanej interwencji UE, ale ceną za obniżkę będzie właśnie wprowadzenie dodatkowych regulacji zmuszających do korzystania z kart. To samo planują Niemcy, których martwi to, że aż 60% wszystkich transakcji odbywa się za pomocą gotówki.
Zwykły człowiek nie śledzi każdej dyrektywy wychodzącej z wyjątkowo płodnych w produkcji przepisów instytucji unijnych. A powinien. Na przykład dyrektywa 2009/110/EC otwiera drogę do wprowadzenia cytuję "innowacyjnych i bezpiecznych usług pieniędzy elektronicznych" umożliwiających transakcję bez gotówki. Ta dyrektywa wdrożona w całości ziści ten czarny scenariusz bez szarej strefy.
Na przykład we Włoszech, od 4grudnia 2011 kwoty powyżej 1000 € nie będą wypłacane w gotówce. Nowy premier Włoch Mario Monti jest zmuszony do zwiększenia wielkości udziału płatności bezgotówkowych gdyż tego oczekują od niego Niemcy i Francuzi. Zresztą, Monti był wcześniej komisarzem UE ds. usług finansowych i pracował jeszcze przed wprowadzeniem euro, aby znaczną część płatności gotówkowych w UE zastąpić za pomocą kart chipowych i przez kontrolowane przepływy finansowe.
Skłonności totalitarne przejawiane przez naszych władców widzieliśmy na własne oczy kilka dni temu. Mimo tego, że manifestacje zwykle nie są liczne w zimie ulice polskich miast zaroiły się od protestujących. A co na to władza? Nic i robi swoje. Wielu twierdzi, że to już dawno nie jest nasza władza tylko nominaci niczym namiestnicy. Ciekawa teoria, ale brak na nią dowodów, są tylko poszlaki.
Procesy następują bardzo szybko i wkrótce możemy się znowu obudzić na trzy dni przed podpisaniem czegoś, co miało być podpisane w tajemnicy a czego cele, pozornie zbożne są w istocie obliczone na zwiększenie opresyjności państwa względem obywateli.
Wiadomośc otrzymałem z pocztą e-mail
O wsi Wierszyna w Okręgu Irkuckim w Federacji Rosyjskiej dowiedzieliśmy się w swoim czasie dość sporo. Stało się tak za sprawą kilku wypraw naszych globtroterów, a także oficjalnych wizyt dostojników. Ponieważ zainteresowanie w Zagłębiu wsią Wierszyna było oczywiste, Wyższa Szkoła „Humanitas” ufundowała nawet stypendium dla studenta stamtąd - co jak się dowiaduję, nie zostało dotąd „skonsumowane” - wydaje nam się słuszne przypomnieć raz jeszcze o tym ciekawym epizodzie naszej historii. Zatem krótko, o co chodzi.
Otóż na przełomie XIX i XX wieku, kiedy sprawa osadnictwa na Syberii stawała się dla ówczesnych władz Rosji coraz bardziej paląca, a wśród wielu dygnitarzy tamtego czasu dojrzewała myśl, że tego dzieła nie da się dokonać tylko przy pomocy knuta, a w każdym razie nie tylko, zaczęto werbować ochotników. Jedna z takich akcji u progu XX wieku znalazła całkiem spory odzew wśród mieszkańców naszego regionu. Ogłoszony przez cara werbunek, wsparty całkiem niebagatelną sumą 300 rubli przyniósł rezultat w postaci zdeklarowania się kilkudziesięciu rodzin, i to wywodzących się z Zagłębia, z miast i okolicznych wsi. Mogli zająć tyle ziemi, ile zdołają uprawić. W 1910 roku założyli na Syberii własną kolonię - wieś Wierszynę, kilkadziesiąt kilometrów na północny wschód od Irkucka, nad rzeką Idą w otoczeniu osad Buratów i Rosjan. Oczywiście „otoczenie” należy rozumieć „po syberyjsku”, czyli, że jedna osada od drugiej bywają oddalone o dziesiątki kilometrów. Na początku przyjechało tu kilkadziesiąt rodzin z Sosnowca, Będzina, Olkusza, Dąbrowy Górniczej. Planując tę wielką przeprowadzkę nie zdawali sobie być może sprawy z ogromu pracy, jaka ich czekała. Jednak podjęli wyzwanie. W upalne lato wytrwale karczowali tajgę. Potem musieli się bardzo spieszyć z wykopaniem ziemianek, żeby przetrwać swoją pierwszą, syberyjską zimę. A zima na Syberii jest długa i mroźna. Kolejną spędzili już w solidnych, drewnianych domach, z których wiele stoi do dziś. Zbudowali też kościół. Od 29 grudnia 2009r. proboszczem tutejszego kościoła jest Ojciec Karol Lipiński ze zgromadzenia Księży Oblatów, zawsze w niedzielę sprawuje Mszę Świętą, prowadzi katechezy. Uprawiana z mozołem ziemia dawała dobre plony. Okoliczni Rosjanie mówią, że w Wierszynie mieszkają bardzo porządni ludzie w odróżnieniu od innych miejscowości zamieszkiwanych, ich zdaniem, przez pijaków i złodziei. Być może twierdzenie brzmi nazbyt drastycznie, ale wygląd innych miejscowości niedwuznacznie wskazuje, że jest w nim sporo prawdy. To jest także niezwykłe we współczesnej Rosji, może wręcz dziwić, że po studiach (w Rosji lub w Polsce) większość młodych ludzi wraca do Wierszyny, chociaż autobus przyjeżdża tu tylko raz w tygodniu, jeśli akurat droga jest przejezdna - zdarza się, że przez wiele tygodni bywa inaczej - a sama wieś, chciałoby się napisać, położona jest „na krańcu świata”.
Nazwa „Wierszyny” pochodzi od geograficznego położenia - dookoła bowiem są wzniesienia 750-900m. npm., Tutaj kończy się jedyna droga, dalej tylko tajga i tajga. Wioska ta różni się od innych wzorowym porządkiem, uporządkowanymi zagrodami, zadbanymi domami. Największe moje zdumienie wywołało wnętrze odwiedzonego domostwa. Czy ja śnię? Przecież to pokój moich dziadków w Polsce, do których przyjechałem w1965 roku z Wileńszczyzny! Ale to nie był sen, tu naprawdę są polskie domy i polski wystrój ich wnętrz. Do tej pory wszyscy mieszkańcy mówią poprawnie po polsku, zachowali tradycje, z pietyzmem odnoszą się do pamiątek po swych dziadach – pionierach. Obecnie mieszka tu około 150 rodzin polskich.
Nie wszystko i nie zawsze układało się dobrze. Zdarzały się okresy (jak w całej Rosji) dramatyczne i tragiczne w skutkach. 19 lutego 1938, jak to wówczas bywało, na podstawie wyssanych z palca oskarżeń i pomówień 30 mieszkańców wsi zostało rozstrzelanych przez oddział NKWD. Zostali zrehabilitowani w 1957 roku. W „domu pamięci”, w miejscowym muzeum kultywuje się pamięć o ofiarach podobnie jak pamięć o założycielach Wierszyny. 10 lipca 2010r świętowali setną rocznicę przybycia pierwszych osadników - założycieli.
Na jubileuszowe obchody przybył 4 września 2010r. marszałek Senatu Bohdan Borusewicz wraz
z delegacją polskich parlamentarzystów oraz grupą działaczy polonijnych. Podczas spotkania z mieszkańcami powiedział: „Polska o rodakach na Syberii nigdy nie zapomniała i zawsze będzie wspierać, abyście zachowali nadal polskie korzenie”. Działa tam Polskie Stowarzyszenie Kulturalne „WISŁA” którego Prezesem od roku Od 2008 jest Halina Janaszek. W lutym br. będzie gościła w Polsce. Przewiduje również odwiedzić Sosnowiec. Chętnie się spotka z mieszkańcami, którego przodkowie byli pionierami i zdobywcami tak trudnej do ujarzmienia Syberii.
Jan Mieńciuk janekm2@tlen.pl
Syberyjska wieś o zagłębiowskich korzeniach
O wsi Wierszyna w Okręgu Irkuckim w Federacji Rosyjskiej dowiedzieliśmy się w swoim czasie dość sporo. Stało się tak za sprawą kilku wypraw naszych globtroterów, a także oficjalnych wizyt dostojników. Ponieważ zainteresowanie w Zagłębiu wsią Wierszyna było oczywiste, Wyższa Szkoła „Humanitas” ufundowała nawet stypendium dla studenta stamtąd - co jak się dowiaduję, nie zostało dotąd „skonsumowane” - wydaje nam się słuszne przypomnieć raz jeszcze o tym ciekawym epizodzie naszej historii. Zatem krótko, o co chodzi.
Otóż na przełomie XIX i XX wieku, kiedy sprawa osadnictwa na Syberii stawała się dla ówczesnych władz Rosji coraz bardziej paląca, a wśród wielu dygnitarzy tamtego czasu
dojrzewała myśl, że tego dzieła nie da się dokonać tylko przy pomocy knuta, a w każdym razie nie tylko, zaczęto werbować ochotników. Jedna z takich akcji u progu XX wieku znalazła całkiem spory odzew wśród mieszkańców naszego regionu. Ogłoszony przez cara werbunek, wsparty całkiem niebagatelną sumą 300 rubli przyniósł rezultat w postaci zdeklarowania się kilkudziesięciu rodzin, i to wywodzących się z Zagłębia, z miast i okolicznych wsi. Mogli zająć tyle ziemi, ile zdołają uprawić. W 1910 roku założyli na Syberii własną kolonię - wieś Wierszynę, kilkadziesiąt kilometrów na północny wschód od Irkucka, nad rzeką Idą w otoczeniu osad Buratów i Rosjan.
Oczywiście „otoczenie” należy rozumieć „po syberyjsku”, czyli, że jedna osada od drugiej bywają oddalone o dziesiątki kilometrów. Na początku przyjechało tu kilkadziesiąt rodzin z Sosnowca, Będzina, Olkusza, Dąbrowy Górniczej. Planując tę wielką przeprowadzkę nie zdawali sobie być może sprawy z ogromu pracy, jaka ich czekała. Jednak podjęli wyzwanie. W upalne lato wytrwale karczowali tajgę. Potem musieli się bardzo spieszyć z wykopaniem ziemianek, żeby przetrwać swoją pierwszą, syberyjską zimę. A zima na Syberii jest długa i mroźna. Kolejną spędzili już w solidnych, drewnianych domach, z których wiele stoi do dziś. Zbudowali też kościół. Od 29 grudnia 2009r. proboszczem tutejszego kościoła jest Ojciec Karol Lipiński ze zgromadzenia Księży Oblatów, zawsze w niedzielę sprawuje Mszę Świętą, prowadzi katechezy. Uprawiana z mozołem ziemia dawała dobre plony. Okoliczni Rosjanie mówią, że w Wierszynie mieszkają bardzo porządni ludzie w odróżnieniu od innych miejscowości zamieszkiwanych, ich zdaniem, przez pijaków i złodziei. Być może twierdzenie brzmi nazbyt drastycznie, ale wygląd innych miejscowości niedwuznacznie wskazuje, że jest w nim sporo prawdy. To jest także niezwykłe we współczesnej Rosji, może wręcz dziwić, że po studiach (w Rosji lub w Polsce) większość młodych ludzi wraca do Wierszyny, chociaż autobus przyjeżdża tu tylko raz w tygodniu, jeśli akurat droga jest przejezdna - zdarza się, że przez wiele tygodni bywa inaczej - a sama wieś, chciałoby się napisać, położona jest „na krańcu świata”. Nazwa „Wierszyny” pochodzi od geograficznego położenia - dookoła bowiem są wzniesienia 750-900m. npm., Tutaj kończy się jedyna droga, dalej tylko tajga i tajga. Wioska ta różni się od innych wzorowym porządkiem, uporządkowanymi
zagrodami, zadbanymi domami. Największe moje zdumienie wywołało wnętrze odwiedzonego domostwa. Czy ja śnię? Przecież to pokój moich dziadków w Polsce, do których przyjechałem w1965 roku z Wileńszczyzny! Ale to nie był sen, tu naprawdę są polskie domy i polski wystrój ich wnętrz. Do tej pory wszyscy mieszkańcy mówią poprawnie po polsku, zachowali tradycje, z pietyzmem odnoszą się do pamiątek po swych dziadach – pionierach. Obecnie mieszka tu około 150 rodzin polskich.
Nie wszystko i nie zawsze układało się dobrze. Zdarzały się okresy (jak w całej Rosji) dramatyczne i tragiczne w skutkach. 19 lutego 1938, jak to wówczas bywało, na podstawie wyssanych z palca oskarżeń i pomówień 30 mieszkańców wsi zostało rozstrzelanych przez oddział NKWD. Zostali zrehabilitowani w 1957 roku. W „domu pamięci”, w miejscowym muzeum kultywuje się pamięć o ofiarach podobnie jak pamięć o założycielach Wierszyny. 10 lipca 2010r świętowali setną rocznicę przybycia
pierwszych osadników - założycieli. Na jubileuszowe obchody przybył 4 września 2010r. marszałek Senatu Bohdan Borusewicz wraz z delegacją polskich parlamentarzystów oraz grupą działaczy polonijnych. Podczas spotkania z mieszkańcami powiedział: „Polska o rodakach na Syberii nigdy nie zapomniała i zawsze będzie wspierać, abyście zachowali nadal polskie korzenie”. Działa tam Polskie Stowarzyszenie Kulturalne „WISŁA” którego Prezesem od roku Od 2008 jest Halina Janaszek. W lutym br. będzie gościła w Polsce. Przewiduje również odwiedzić Sosnowiec. Chętnie się spotka z mieszkańcami, którego przodkowie byli pionierami i zdobywcami tak trudnej do ujarzmienia Syberii. Jan Mieńciuk janekm2@tlen.pl
janmienciuk007@gmail.com
dojrzewała myśl, że tego dzieła nie da się dokonać tylko przy pomocy knuta, a w każdym razie nie tylko, zaczęto werbować ochotników. Jedna z takich akcji u progu XX wieku znalazła całkiem spory odzew wśród mieszkańców naszego regionu. Ogłoszony przez cara werbunek, wsparty całkiem niebagatelną sumą 300 rubli przyniósł rezultat w postaci zdeklarowania się kilkudziesięciu rodzin, i to wywodzących się z Zagłębia, z miast i okolicznych wsi. Mogli zająć tyle ziemi, ile zdołają uprawić. W 1910 roku założyli na Syberii własną kolonię - wieś Wierszynę, kilkadziesiąt kilometrów na północny wschód od Irkucka, nad rzeką Idą w otoczeniu osad Buratów i Rosjan.
Oczywiście „otoczenie” należy rozumieć „po syberyjsku”, czyli, że jedna osada od drugiej bywają oddalone o dziesiątki kilometrów. Na początku przyjechało tu kilkadziesiąt rodzin z Sosnowca, Będzina, Olkusza, Dąbrowy Górniczej. Planując tę wielką przeprowadzkę nie zdawali sobie być może sprawy z ogromu pracy, jaka ich czekała. Jednak podjęli wyzwanie. W upalne lato wytrwale karczowali tajgę. Potem musieli się bardzo spieszyć z wykopaniem ziemianek, żeby przetrwać swoją pierwszą, syberyjską zimę. A zima na Syberii jest długa i mroźna. Kolejną spędzili już w solidnych, drewnianych domach, z których wiele stoi do dziś. Zbudowali też kościół. Od 29 grudnia 2009r. proboszczem tutejszego kościoła jest Ojciec Karol Lipiński ze zgromadzenia Księży Oblatów, zawsze w niedzielę sprawuje Mszę Świętą, prowadzi katechezy. Uprawiana z mozołem ziemia dawała dobre plony. Okoliczni Rosjanie mówią, że w Wierszynie mieszkają bardzo porządni ludzie w odróżnieniu od innych miejscowości zamieszkiwanych, ich zdaniem, przez pijaków i złodziei. Być może twierdzenie brzmi nazbyt drastycznie, ale wygląd innych miejscowości niedwuznacznie wskazuje, że jest w nim sporo prawdy. To jest także niezwykłe we współczesnej Rosji, może wręcz dziwić, że po studiach (w Rosji lub w Polsce) większość młodych ludzi wraca do Wierszyny, chociaż autobus przyjeżdża tu tylko raz w tygodniu, jeśli akurat droga jest przejezdna - zdarza się, że przez wiele tygodni bywa inaczej - a sama wieś, chciałoby się napisać, położona jest „na krańcu świata”. Nazwa „Wierszyny” pochodzi od geograficznego położenia - dookoła bowiem są wzniesienia 750-900m. npm., Tutaj kończy się jedyna droga, dalej tylko tajga i tajga. Wioska ta różni się od innych wzorowym porządkiem, uporządkowanymi
zagrodami, zadbanymi domami. Największe moje zdumienie wywołało wnętrze odwiedzonego domostwa. Czy ja śnię? Przecież to pokój moich dziadków w Polsce, do których przyjechałem w1965 roku z Wileńszczyzny! Ale to nie był sen, tu naprawdę są polskie domy i polski wystrój ich wnętrz. Do tej pory wszyscy mieszkańcy mówią poprawnie po polsku, zachowali tradycje, z pietyzmem odnoszą się do pamiątek po swych dziadach – pionierach. Obecnie mieszka tu około 150 rodzin polskich.
Nie wszystko i nie zawsze układało się dobrze. Zdarzały się okresy (jak w całej Rosji) dramatyczne i tragiczne w skutkach. 19 lutego 1938, jak to wówczas bywało, na podstawie wyssanych z palca oskarżeń i pomówień 30 mieszkańców wsi zostało rozstrzelanych przez oddział NKWD. Zostali zrehabilitowani w 1957 roku. W „domu pamięci”, w miejscowym muzeum kultywuje się pamięć o ofiarach podobnie jak pamięć o założycielach Wierszyny. 10 lipca 2010r świętowali setną rocznicę przybycia
pierwszych osadników - założycieli. Na jubileuszowe obchody przybył 4 września 2010r. marszałek Senatu Bohdan Borusewicz wraz z delegacją polskich parlamentarzystów oraz grupą działaczy polonijnych. Podczas spotkania z mieszkańcami powiedział: „Polska o rodakach na Syberii nigdy nie zapomniała i zawsze będzie wspierać, abyście zachowali nadal polskie korzenie”. Działa tam Polskie Stowarzyszenie Kulturalne „WISŁA” którego Prezesem od roku Od 2008 jest Halina Janaszek. W lutym br. będzie gościła w Polsce. Przewiduje również odwiedzić Sosnowiec. Chętnie się spotka z mieszkańcami, którego przodkowie byli pionierami i zdobywcami tak trudnej do ujarzmienia Syberii. Jan Mieńciuk janekm2@tlen.pl
janmienciuk007@gmail.com
niedziela, 29 stycznia 2012
OPŁATEK Z KARDYNAŁEM
Kaplica w pałacu biskupów krakowskich jest chyba jedynym miejscem wKrakowie, w którym historia przenika teraźniejszość. To tutaj sprawowali Eucharystię najwięksi ludzie kościoła, którzy swoim życiem kształtowali historię dziejów nie tylko naszej Ojczyzny.
Tutaj, 1 listopada 1946r. z rąk Kardynała Adama Stefana Sapiehy święcenia kapłańskie przyjął Karol Wojtyła.
Tradycyjnie, w sobotę 14 stycznia br. liczna grupa kolejarzy z duszpasterzami
okręgu krakowskiego oraz sąsiadujących, w tym katowickiego, spotkała się w pałacu arcybiskupów krakowskich by podzielić się opłatkiem z ks. Kardynałem Stanisławem Dziwiszem – najbliższym świadkiem życia i posługi całemu światu Ojca Świętego Jana Pawła II. Na spotkanie kolejarzy z ks. Kardynałem przybył również ks. Prałat Jan Czyrek- emerytowany duszpasterz Koła Katolickiego Stowarzyszenia Kolejarzy Polskich w Krakowie, ks. Prałat Grzegorz Szewczyk obecny duszpasterz kolejarzy krakowskich oraz ks. Prałat Andrzej Suchoń - duszpasterz katowickiego Koła K S K, proboszcz parafii Niepokalanego Poczęcia N M P w Katowicach. Kaplica arcybiskupia obecnie jest szczególnym sanktuarium. Obok Dzieciątka Jezus obraz bł. Jana Pawła II oraz relikwiarz w postaci otwartej księgi, w której umieszczono kroplę krwi błogosławionego. Pamiętamy jak podczas pogrzebu nagle (piątek, 8 kwietnia 2005 r.) wiatr zaczął wertować biblię położoną na trumnie z prostych cyprysowych desek, aż na koniec księgę zamknął. Teraz została na nowo otwarta - księga o życiu dla Boga i w
Bogu.
Koncelebrze Uroczystej Eucharystii przewodniczył ks. Kardynał Stanisław, natomiast homilię wygłosił ks. Prałat Jan. „Wielką radością jest wspólna modlitwa, modlitwa w rodzinie... Kolejarze są wielką rodziną, mimo podziału na wiele spółek wszystkich łączy Eucharystia. Dziś dziękujemy Panu Bogu za doroczne spotkanie rodziny kolejarskiej przy Bożym Żłóbku razem z naszym Arcypasterzem. Niech każdy z nas zostanie w tym miejscu napełniony radością Bożego Narodzenia”- powiedział do zebranych ks. Prałat.
Po mszy św. przeszliśmy do Sali Audiencyjnej przekazać wyrazy wdzięczności Jego Eminencji za to, że kolejarze tu zawsze czują się dobrze, złożyć najserdeczniejsze życzenia oraz podzielić się opłatkiem. Ks. Kardynał zwracając się do zgromadzonych wyraził radość, że kolejarze żyją wiarą, trzymają się kościoła, troszczą się o Polskę, aby kolej była polska a nie tylko na ziemiach polskich. Bieżący rok obchodzimy pod hasłem: „Kościół moim domem”. Ludzie, których niedawno kościół ochraniał obecnie występują przeciwko kościołowi a także posuwają się do bluźnierstw. W Polsce kościół nigdy nie zdradził, zawsze był z ludem i tak pozostanie, bo to jest jego zadanie, wszyscy jesteśmy wszyscy kościołem. Przypomniał, że jest szczególnie związany z kolejarzami bo się urodził jako syn kolejarza. Oczywiście na tak wspaniałej uroczystości nie mogło zabraknąć orkiestry
kolejowej. Dziś zaprezentowała się orkiestra
z Domu Kultury „Kolejarz”
Tekst i zdjęcia
Jan Mieńciuk
XXII PIELGRZYMKA GÓRSKA SZLAKIEM ŚW. KINGI
Pojadę do Starego Sącza
Świętej Kindze się pokłonię
Znamy Twoje Księżno zatroskanie
o lud ubogi
Tak jak Wieliczki skarbem
Naród polski wzbogaciła
Wspomóż kraj nasz udręczony
Aby sól wiary naszej nie zwietrzała
Chorzów 2011-09-20
XXII PIELGRZYMKA GÓRSKA SZLAKIEM ŚW. KINGI
Lato w tym roku specjalnie nie rozpieszczało, za to ostatki lata oraz pierwsze dni jesieni wyjątkowo ciepłe, słoneczne. Mój przyjaciel Bohdan Wójcik powiedział: „Jeżeli chcesz coś przeżyć niezwykle pięknego, to pójdź na pielgrzymkę górską
ze Starego Sącza szlakiem, którym św. Kinga uciekała przed Tatarami, aby się schronić
w Pienińskim Zamku”. Drugi raz nie musiał mówić.
23 września, o godz. 8 przed kościołem
św. Trójcy w Klasztorze Sióstr Klarysek zebrała się trzystuosobowa grupa pielgrzymów. Po krótkiej modlitwie wyruszamy w drogę. Towarzyszy nam trzech duchownych: ks. Tomasz Koźbiał – wikariusz z Nowego Wiśnicza, ks. Piotr Adamczyk – rekolekcjonista „Opoki”, na czele
z Dyrektorem Diecezjalnego Centrum Pielgrzymowania „Opoka’ księdzem Tadeuszem Sajdakiem. Mottem przewodnim pielgrzymki jest wezwanie do świętej: „Święta Kingo, Dziewico wielkiej pobożności módl się za nami”.
Przewodnikiem grupy jest Mieczysław Witowski ze Stowarzyszenia Czcicieli św. Kingi. Ale tak naprawdę cała rodzina
Mieczysława zajmuje się organizowaniem i przygotowaniem pielgrzymki - syn Grzegorz i jego kolega Łukasz zajmują się kwatermistrzostwem, córka Gabriela, studentka stomatologii gromadzi materiały i zdjęcia
do kroniki. Zanim pątnicy wyruszą na szlak, konieczne jest przygotowanie logistyczne takiej operacji,, a co najważniejsze – bezpieczne przeprowadzenie przez góry 300- osobowej grupy.
Chęć udziału w pielgrzymce zgłosiło ponad 400 osób. Wielu osobom trzeba było odmówić, liczba uczestników uzależniona jest od liczby miejsc noclegowych, które już od 22 lat udostępniają
za darmo życzliwi mieszańcy Krościenka i Szczawnicy. Przy zapisie na pielgrzymkę wpłaca się 20zł. Tymczasem - jak później dowiedziałem się – to jest kwota w której zawierają się: ubezpieczenie, posiłek dla pielgrzymów, opłata za przeprawę przez Dunajec oraz koszty organizacji. Pielgrzymom od lat finansowo pomagają Drukarnia BAAD, Firma FAKRO, Starostwo Powiatowe w Nowym Sączu, UM i G Stary Sącz, Ciastkarnia Mika, Rozlewnia wody mineralnej „Kinga Pienińska”
oraz życzliwi ludzie.
Pierwszy dzień ze Starego Sącza do Gabonia dojeżdżamy autobusami, dalej szlakiem idziemy
do kamienia św. Kingi. Tutaj księża koncelebrują Eucharystię. Towarzyszy nam 25-osobowa grupa młodzieży z Gimnazjum
św. Kingi w Nowym Sączu, wieczorem wrócą do domów. Na szlaku rozważamy drogę krzyżową klękając przy każdej stacji. Może ktoś powie, że to trudne, nielogiczne... Ale właśnie w tym jest ukryta całe piękno i sens pielgrzymki. Wieczorem dochodzimy do Krościenka. Tutaj zatrzymujemy się na nocleg u życzliwych mieszańców miasteczka. Pani Ferko bardzo się cieszy, że może nas gościć. Kiedyś jej córka też chodziła z pielgrzymką
do Częstochowy i również była przyjmowana na nocleg w rodzinach, teraz pragnie spłacić dług.
W sobotę, 24 września –
w drugim dniu pielgrzymki
o godz. 8 rano, szlakiem turystycznym wyruszamy
w dalszą drogę. Dołącza duża grupa pielgrzymów, którzy
ze względu na obowiązki zawodowe nie mogli być
od samego początku. Rozpoczynamy śpiewem godzinek. Później jest czas
na rozmowy indywidualne. Wąskie ścieżki pozwalają aby obok siebie mogły iść tylko dwie osoby, najczęściej idziemy jeden za drugim - gęsiego. Rozważanie drogi krzyżowej na odcinku wiodącym na Trzy Korony – w niektórych miejscach stromo pod górę, klęknięcie podczas rozważań poszczególnych stacji daje krótką chwilę odprężenia.
Piękna, słoneczna pogoda pozwala zobaczyć niezwykłe krajobrazy Pienin. Z Trzech Koron w oddali widzimy szczyty Tatr. Nie może być pielgrzymki bez mszy świętej. Przeżycie Eucharystii na Górze Zamkowej, w Grocie Świętej Kingi dla niejednego pielgrzyma na pewno staje się wielkim doświadczeniem życiowym. Łagodny powiew wiatru, promienie słońca prześwitujące przez korony drzew igrają na twarzach
zgromadzonych pielgrzymów - ogrom piękna sprawia,
że zapominamy o zmęczeniu. Przy kaplicy ze wszystkich stron gromadzi się prawie 340 pielgrzymów, ściśnięci stoimy obok siebie. Rozpoczynając mszę świętą kapłan mówi: „-Tutaj, w górach jesteśmy bliżej Boga...”. Kolekta została zebrana na relikwiarz bł. Jana Pawła II do Diecezjalnego Centrum Pielgrzymowania w Starym Sączu. Po mszy idziemy na Sokolą Perć , Sokolica. Jeszcze jedna potężna dawka pięknych krajobrazów. Schodzimy do rzeki Dunajec aby tratwami przepłynąć na drugi brzeg. Nocować będziemy
u gościnnych mieszkańców Szczawnicy, którzy nic nie chcą za nocleg, proszą tylko o modlitwę.
Niedziela, 25 września – przed wschodem słońca wyruszamy na pielgrzymią trasę. Witają nas roziskrzone we wschodzącym słońcu szczyty gór, doliny otulone mgłą. Śpiewem godzinek uwielbiamy Matkę Boga
i Matkę Ludzi. Długi odcinek idziemy lasem, odmawiamy różaniec. Prześwitujące przez drzewa słońce „poraża” niespotykaną gamą barw. Na dłuższy postój obiadowy zatrzymujemy się przy schronisku na Przehybie - dla każdego po talerzu zupy. Odpoczywać to nie znaczy bezczynnie siedzieć, więc niektórzy zorganizowali konkurs tańca. Muzyczni są na zawołanie. Pięknie się prezentują tańczące pary na tle wieży przekaźnikowej.
Po ponad godzinnym odpoczynku idziemy dalej szlakiem, którym wiele razy wędrował kardynał Karol Wojtyła zanim został powołany na Stolicę Piotrową. Pamiętamy jak szczegółowo wyliczał wszystkie szlaki podczas pobytu w Wadowicach, Nowym Sączu.
Idziemy, zboczem góry przez las , bardzo wąską ścieżką, grupa rozciągnęła się chyba na pół kilometra, drzewa powtarzają słowa pieśni „-Radujcie się bracia w Panu”.
Ostatni odpoczynek na polanie zbocza góry Przysietnica, z której rozpościera się piękny widok na Tatry.
Odcinek drogi do Starego Sącza, przed ołtarz św. Kingi jedziemy autobusem. Przed tym ołtarzem, Jan Paweł II w roku 1999r. dokonał kanonizacji księżnej Kingi, ogłosił świętą. Dziś nasz kochany przewodnik Mieczysław przekazał
ks. Dyrektorowi DCP JP II ks. Tadeuszowi Sajdakowi zebraną podczas wczorajszej mszy św.
na Górze Zamkowej kwotę 1517,61zł.. Ostatni etap - z pieśnią radości, dzieci niosą krzyż i wizerunek św. Kingi. Dzieci całą drogę szły po górach, po skałach z rodzicami. Za parę lat to oni będą organizatorami i przewodnikami nie tylko górskich pielgrzymek. Bakcyla umiłowania piękna gór już połknęli - szczęśliwi przychodzą przed ołtarz kościoła św. Trójcy, z którego przed trzema dniami wyruszyliśmy.
Na zakończenie pielgrzymki ks. bp. Andrzej Jeż zwrócił uwagę, że nasz organizm często jest atakowany toksycznymi substancjami, pielgrzymowanie pozwala odrzucić z duchowego organizmu szkodliwe toksyny. Pozwala nabrać dystansu do wielu spraw, a przede wszystkim dostrzec
drugiego człowieka. Przypomniał, że tymi szlakami często wędrował bł. Jan Paweł II
– „-Pielgrzymowanie było bardzo ważną częścią Jego życia, wtedy rodziły się Jego
wielkie projekty duchowe”. Jesteśmy nieustannie w drodze, nasza codzienność jest pielgrzymowaniem. Ważne jest, aby móc pielgrzymować do swego wnętrz. Również i św. Kinga niejednokrotnie musiała pielgrzymować różnymi, trudnymi drogami.
XXIII Pielgrzymka Szlakiem św. Kingi w dniach 28 do 30.09.2012 - zapisy pod nr 18 4461439.
tekst i zdjęcia
Jan Mieńciuk
tel.+48 503 415 136
Janekm2@tlen.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)