W poniedziałek, 2 marca 2026 r., w Chorzowskiej
Miejskiej Galerii Sztuki MM odbył się niecodzienny wernisaż wystawy prac
Aleksandry Gisges-Daleckiej. Artystka nadała swojej ekspozycji nieco figlarny,
a zarazem intrygujący tytuł: „Jak upleść furorę i nie zgubić oczek?”
Autorka jest absolwentką Akademia Sztuk Pięknych
im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu na kierunku tkanina artystyczna. Dyplom
uzyskała pod kierunkiem prof. zw. dr hab. Ewy Marii Poradowskiej -Werszler.
Jako plastyk, kostiumograf, projektantka odzieży artystycznej, reżyserka
spektakli teatralnych i animatorka kultury zajmuje się tworzeniem unikatowych
form sztuki użytkowej i scenicznej.
Swoje dzieła prezentowała w galeriach niemal
wszystkich większych miast w Polsce oraz za granicą – między innymi w
Niemczech, Finlandii i Stanach Zjednoczonych.
Na wystawie oglądamy artystycznie wykonane
serwety, a także formy przestrzenne: lampę, fotel, makatę. Wszystkie prace
wyróżniają się niezwykłą precyzją detalu i tworzą subtelną, przemyślaną
harmonię. Powstały w technice szydełkowania (heklowania), z wykorzystaniem
specjalistycznych metod pracy z włóknem.
Artystka z nieuporządkowanych cząsteczek materii
– luźnych nici, włókien, fragmentów przędzy – w procesie twórczym buduje
precyzyjnie skonstruowaną całość. W tym sensie tytuł nabiera wymiaru
metaforycznego. „Upleść furorę” to zapanować nad materią, nad chaosem,
nad rozproszeniem. To mozolnie konstruować sukces z drobnych elementów, z
pojedynczych „oczek”, nie tracąc przy tym żadnego z nich.
W pracach artystki odnajdujemy także pierwowzór
domowego rzemiosła naszych mam i babć. To one przed laty, w długie jesienne i
zimowe wieczory, przy drutach i szydełkach tworzyły misterne serwety i obrusy.
Pamiętam, jak moja śp. Mama wykonywała podobne serwetki o rozmaitych wzorach.
Dziś pozostały po nich niemal relikwie – delikatne ślady matczynej miłości
zapisanej w splocie nici.
W ten pierwszy marcowy poniedziałek, oglądając
wystawę Pani Aleksandry – w której chaos przekształca się w strukturę, a
splątane włókna odnajdują własny rytm i porządek – wróciłem pamięcią i sercem
do lat dziecięcych, do kraju, o którym pisał Adam Mickiewicz.
W naszym domu stał warsztat tkacki – urządzenie,
na którym z lnianych nici powstawały obrusy, prześcieradła, makaty i ozdobne
ręczniki. Z barwionego lnu tkano piękne kapy, a każdy wzór miał swój rytm i
znaczenie.
„Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie…” – te słowa powracają, gdy
patrzymy na sztukę, która z prostego splotu nici potrafi wydobyć pamięć,
wzruszenie i sens.
Wystawa
ta stanie się także niezwykle pięknym tłem do czytania moich wierszy oraz
muzyki granej na gitarze akustycznej przez Patryka Filipowicza podczas poranku
poetyckiego w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny – w sobotę 21 marca 2026
roku. W przestrzeni, gdzie nić splata się z pamięcią, a forma z emocją, słowo
poetyckie i dźwięk gitary odnajdą zapewne swój naturalny rytm i dopełnienie.
Tekst i zdjęcia
Jan Mieńciuk











