Żyjemy w czasie głębokich zawirowań politycznych i ideologicznych. Konflikt między ugrupowaniami nie tylko trwa — on narasta, przybierając formę permanentnego napięcia społecznego. Spór między lewicą a prawicą, a także między rządem a Prezydentem, który otwarcie deklaruje obronę wartości etycznych i moralnych, przestał przypominać demokratyczną debatę. Coraz częściej nosi znamiona wojny — nie tyle na argumenty, co na narracje i emocje.
Wskazywanie przez środowiska prawicowe błędów i
wypaczeń obozu rządzącego nie prowadzi dziś do żadnej realnej korekty.
Przeciwnie — zamiast naprawy pogłębia jedynie podziały. Argumenty opozycji
trafiają w próżnię, nie wywołując społecznego rezonansu. Rządzący, z premierem
na czele, posiadają własne racje, własny język i własny przekaz. W takiej
sytuacji dialog przestaje być narzędziem porozumienia, a staje się jedynie
pozorem rozmowy.
Niektórzy powiedzą, że zło nie podlega dyskusji.
Jak w obrazie biblijnym — z szatanem się nie dialoguje. Jest on mistrzem
przeinaczania sensów: potrafi to, co jasne, obrzucić błotem i nazwać
ciemnością. W takim świecie tłumaczenie, prostowanie czy racjonalne
argumentowanie często okazują się bezsilne.
Im bardziej środowiska prawicowe, wspierające
postawę Prezydenta, próbują bronić trwałych wartości, tym intensywniej zaplecze
polityczne związane z Donaldem Tuskiem, Włodzimierzem Czarzastym czy Jerzym
Żurkiem interpretuje rzeczywistość na własną korzyść. W tym sporze dobro
wspólne — dobro narodu — schodzi na dalszy plan. Ci, którzy dysponują
dominującymi mediami, potrafią skutecznie kształtować narrację i wpływać na
społeczeństwo przyzwyczajone do biernego odbioru przekazów informacyjnych.
Skutkiem tego jest narastający chaos, coraz
głębsze zawirowania i brak społecznej jedności. Zachwiane zostały podstawowe
wartości etyczne i moralne — a tam, gdzie one słabną, pojawia się poczucie
zagubienia i bezsensu.
Z rosnącym sceptycyzmem obserwuję również
działania samych partii prawicowych. Ich argumenty, choć często merytoryczne,
nie przebijają się do świadomości społecznej. Brakuje im siły sprawczej, a
niekiedy także czytelnego języka, który potrafiłby dotrzeć poza własne
środowisko.
Czy w takich warunkach możliwa jest jedność? Na
poziomie politycznym — wydaje się to dziś niemal nierealne. Jedność może jednak
zacząć się gdzie indziej. Być może jedyną przestrzenią, w której wszyscy — mimo
różnic — mogliby stanąć obok siebie, jest przestrzeń duchowa. Wspólna modlitwa,
nawet przy odmiennym postrzeganiu rzeczywistości, ma moc budowania więzi
głębszej niż jakikolwiek kompromis polityczny.
Tymczasem sporadyczne inicjatywy — Msza Święta
sprawowana raz w miesiącu niejako „z urzędu” — to zdecydowanie za mało.
Potrzeba autentycznego, spontanicznego zaangażowania ludzi i środowisk, którym
naprawdę zależy na dobru Ojczyzny, a nie jedynie na utrzymaniu wpływów czy
racji ideologicznych.
Los naszego kraju w dużej mierze zależeć będzie
od postawy chrześcijan, a szczególnie katolików. Od tego, czy potrafią oni
wyjść poza deklaracje i stać się realnym świadectwem wartości, które głoszą.
Pisałem o tym już nieraz. Dotąd jednak moje słowa
ginęły w szumie informacyjnym. Być może i ten głos przejdzie bez echa. A być
może — trafi do tych, którzy jeszcze wierzą, że odnowa zaczyna się od sumienia.
Chorzów 13 lutego 2026r.
Dołączam linki do wcześniejszych wpisów ba blogu
Jan Mieńciuk
https://janekm2.blogspot.com/2025/02/msza-swieta-za-ojczyzne-i-nasze-miasto.html
https://janekm2.blogspot.com/2026/01/spotkanie-w-piekarach-slaskich-kilka.html




















