Kiedyś ulica Wolności była najbardziej gwarną
arterią miasta. Kolorowe reklamy w witrynach sklepowych zachęcały do zakupu
atrakcyjnych towarów. Na zakupy do Chorzowa przyjeżdżali mieszkańcy sąsiednich
miast. W kawiarniach roiło się od młodych ludzi, było gwarno, głośno, czasem
nawet śpiewnie. Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte pozostały w pamięci
jako czas energii, życia i dziś już nostalgicznej tęsknoty.
Ta sama ulica dziś wygląda zupełnie inaczej. Nie
słychać radosnego gwaru. Kilku seniorów, wspierając się na laskach, powoli
przemierza chodnik, jakby pogrążonych w letargu. Panuje cisza tak głęboka, że
niemal słychać szelest motylich skrzydeł. W kawiarni seniorki i seniorzy
dopijają kawę. W restauracji dawni biznesmeni, dziś ludzie w podeszłym wieku,
spokojnie jedzą obiad.
Najbardziej okazałe budowle świecą pustkami.
Wśród nich szczególnie wyróżnia się najwyższy i najbardziej charakterystyczny
budynek, popularnie nazywany „drapaczem chmur”, wzniesiony w 1937 roku na rogu
ulic Wolności i Zjednoczenia. W swoim czasie uchodził za perłę polskiego
modernizmu.
Kiedyś mieściła się tam Komunalna Kasa
Oszczędności — instytucja nowoczesna i prestiżowa. Później Bank Śląski. Dziś
pomieszczenia stoją puste, a w oknach wiszą tablice z napisem: „Do wynajęcia”.
Chętnych jednak brak.
Z aparatem w ręku fotografuję budynek, który
niegdyś był symbolem miejskiej dumy. Wciąż nosi wyraźne ślady swojej świetnej
przeszłości. Właściwie niemal wszystkie kamienice przy tej ulicy zdają się
opowiadać podobną historię. Dziś większość witryn zieje pustką, a za
zakurzonymi szybami nie ma już ani życia, ani oczekiwania. Tylko od czasu do
czasu ciszę przecina przejeżdżający tramwaj.
Miasto się starzeje. Ludzie się starzeją.
Polska się starzeje. Rodzi się coraz mniej dzieci. To fakt, który skłania do
pytań o przyczyny: ekonomiczne, społeczne, kulturowe. O zmianę stylu życia, o
niepewność jutra, o emigrację młodych, o kryzys wspólnot lokalnych.
Ulica Wolności staje się nie tylko obrazem
jednego miasta, lecz także symbolem szerszej przemiany. Miejsca, które kiedyś
tętniły życiem, dziś milkną. I pozostaje pytanie: czy to nieuchronny znak
czasu, czy skutek decyzji, które jako społeczeństwo podejmowaliśmy przez lata?
Miasta nie umierają nagle. Gasną powoli — najpierw cichną kawiarnie, potem
pustoszeją sklepy, aż w końcu zostają tylko stare budynki i ludzie, którzy
pamiętają, jak było kiedyś. Ulica Wolności nadal istnieje. Tylko życia na niej
coraz mniej.
Chorzów 13 maja 2026r
Tekst i zdjęcia
Jan Mieńciuk











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz