środa, 13 maja 2026

CHORZOWSKA ULICA WOLNOŚCI

 



Kiedyś ulica Wolności była najbardziej gwarną arterią miasta. Kolorowe reklamy w witrynach sklepowych zachęcały do zakupu atrakcyjnych towarów. Na zakupy do Chorzowa przyjeżdżali mieszkańcy sąsiednich miast. W kawiarniach roiło się od młodych ludzi, było gwarno, głośno, czasem nawet śpiewnie. Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte pozostały w pamięci jako czas energii, życia i dziś już nostalgicznej tęsknoty.

Ta sama ulica dziś wygląda zupełnie inaczej. Nie słychać radosnego gwaru. Kilku seniorów, wspierając się na laskach, powoli przemierza chodnik, jakby pogrążonych w letargu. Panuje cisza tak głęboka, że niemal słychać szelest motylich skrzydeł. W kawiarni seniorki i seniorzy dopijają kawę. W restauracji dawni biznesmeni, dziś ludzie w podeszłym wieku, spokojnie jedzą obiad.

Najbardziej okazałe budowle świecą pustkami. Wśród nich szczególnie wyróżnia się najwyższy i najbardziej charakterystyczny budynek, popularnie nazywany „drapaczem chmur”, wzniesiony w 1937 roku na rogu ulic Wolności i Zjednoczenia. W swoim czasie uchodził za perłę polskiego modernizmu.

Kiedyś mieściła się tam Komunalna Kasa Oszczędności — instytucja nowoczesna i prestiżowa. Później Bank Śląski. Dziś pomieszczenia stoją puste, a w oknach wiszą tablice z napisem: „Do wynajęcia”. Chętnych jednak brak.

Z aparatem w ręku fotografuję budynek, który niegdyś był symbolem miejskiej dumy. Wciąż nosi wyraźne ślady swojej świetnej przeszłości. Właściwie niemal wszystkie kamienice przy tej ulicy zdają się opowiadać podobną historię. Dziś większość witryn zieje pustką, a za zakurzonymi szybami nie ma już ani życia, ani oczekiwania. Tylko od czasu do czasu ciszę przecina przejeżdżający tramwaj.

Miasto się starzeje. Ludzie się starzeją. Polska się starzeje. Rodzi się coraz mniej dzieci. To fakt, który skłania do pytań o przyczyny: ekonomiczne, społeczne, kulturowe. O zmianę stylu życia, o niepewność jutra, o emigrację młodych, o kryzys wspólnot lokalnych.

Ulica Wolności staje się nie tylko obrazem jednego miasta, lecz także symbolem szerszej przemiany. Miejsca, które kiedyś tętniły życiem, dziś milkną. I pozostaje pytanie: czy to nieuchronny znak czasu, czy skutek decyzji, które jako społeczeństwo podejmowaliśmy przez lata?

Miasta nie umierają nagle. Gasną powoli — najpierw cichną kawiarnie, potem pustoszeją sklepy, aż w końcu zostają tylko stare budynki i ludzie, którzy pamiętają, jak było kiedyś. Ulica Wolności nadal istnieje. Tylko życia na niej coraz mniej.

Chorzów 13 maja 2026r
Tekst i zdjęcia
Jan Mieńciuk















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz