TRUDNA DO ZROZUMIENIA HISTORIA
/skopiowano z www/
Wymowny SKANDAL na pogrzebie
ks. Stanisława Małkowskiego! Kapelana Solidarności i przyjaciela bł. ks.
Popiełuszki pochowano pod tabliczką, na której nie było słowa
"ksiądz". Słowo "ks." musiał dopisać flamastrem jeden
z żałobników, po awanturze nad otwartym grobem... Nie zrobił niczego, żeby
to naprawić – ani biskup, ani nikt z kurii. Zrobił to zwykły człowiek
z tłumu, który wiedział, kogo chowamy. Niech nikt mi nie mówi
o pomyłce – ten ksiądz przez czterdzieści lat był bowiem dla swoich
przełożonych jedną wielką "pomyłką", którą próbowano wymazać.
W 1984 r., zaledwie kilka tygodni po zamordowaniu ks. Popiełuszki,
prymas Glemp rozesłał do proboszczów pismo zarzucające jego najbliższemu
przyjacielowi, księdzu Małkowskiemu "szerzenie nienawiści". Nie wolno
było go zapraszać z kazaniami, a jego samego odesłano na Cmentarz
Północny, żeby odprawiał pogrzeby i milczał. SB zabiła ks. Jerzego –
a Stasia uciszyli "swoi". Potem upadła komuna, a ksiądz
nadal siedział na cmentarzu. Zmarł Kiszczak, zmarł Glemp, a ksiądz wciąż
był na cmentarzu. Jak sam opowiadał, kanclerz kurii odnalazł w archiwum
pismo z 1984 r. i uznał, że skoro nikt tego pisma nie odwołał,
to nadal obowiązuje. Zakaz ze stanu wojennego przetrwał w wolnej Polsce,
bo nikomu w kurii nie przyszło do głowy go uchylić. (…) W książce
"Ksiądz", którą napisałem razem z ks. Małkowskim właśnie –
wspominał, że po obronie krzyża na Krakowskim Przedmieściu usłyszał od
kościelnych hierarchów: "Spóźniłeś się, Stasiu, na męczeństwo, teraz
możesz być co najwyżej obsikany ciepłym moczem". Mimo to ani razu nie
odwrócił się od Kościoła i nie zdjął sutanny. Na koniec dostał tabliczkę
bez "ks." Przez czterdzieści lat komuś bardzo zależało, żeby
Małkowski był jak najmniej księdzem. Nie udało się to SB, nie udało się kurii
i nie udało się dzisiaj, bo nad grobem stał człowiek
z flamastrem – czytamy wpis dziennikarza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz